Ogólne

Penguin Bloom. Ptak, który ocalił rodzinę

Podobno nie jest ważne jak upadamy. Bardziej od tego liczy się jak powstajemy. „Penguin Bloom” przedstawia nam rodzinę, którą dotknęło wielkie nieszczęście. Sam Bloom, aktywną żonę, matkę dotyka wielkie nieszczęście. Po dramatycznym upadku, sparaliżowana, zostaje przykuta do inwalidzkiego wózka. Kobietę w tym stanie nachodzą czarne myśli, w tym te najgorsze, samobójcze. Nie bardzo pomaga jej miłość męża i trójki synów, dla których jest najważniejszą osobą.

Z pomocą rodzinie przychodzi przygarnięte przez nią pisklę sroki. Jest biało czarna, więc na imię dostaje Penguin. Jest członkiem rodziny, stąd nazywa się Bloom. Dzięki ptakowi do domu powoli wraca radość, śmiech. Bloomowie otwierają się na srokę i otrzymują więcej niż się spodziewają. Pod wpływem Penguin Sara zmienia swój stosunek do życia. Zaczyna walczyć o zdrowie, choć zdaje sobie sprawę z tego, że ma znikome szanse. Albo i nie ma ich wcale. Jest to jednak już inna Sara niż ta po upadku, dla której życie było katorgą.

Czytając książkę dość często przyłapywałem się, że w wielu sytuacjach miałem na myśli Freda, który też nam wiele dał. Ten nasz rudy pies, którego główną troską jest zapełnianie swojego pękatego kałduna, przyniósł nam masę śmiechu. Radosnego, spontanicznego. Jest z niego szelma, oczajdusza i gagatek nie ma żadnych skrupułów żeby ściągnąć ze stołu jakiś smakołyk, nie ma hamulców żeby złapać zębami, albo nimi uderzyć. Ma wiele wad, których u siebie byśmy nie respektowali, a u niego tolerujemy. Ba, często ze śmiechem

Fred jest naszym pierwszym psem, żyjąc z nim dużo dowiedzieliśmy się o tych zwierzętach. W dalszym ciągu uczymy się wiele, poświęcamy mu swój czas a on odwzajemnia się tym, że jest z nami. Żonie, którą lubi najbardziej, pewnie za to, że nigdy nie odmawia mu udziału w zabawach, gramoli się tak „od niechcenia” na kolana. Pewnie po swojemu kocha Ją, choćby za przynoszone do domu zabawki. Mnie pewnie lubi za te kilometry na spacerach. Czasami, gdy dojdzie do wniosku, że zbyt długo się guzdrzę przy ubieraniu, to złapie zębami.

Znamy Freda dość dobrze. Wiemy kiedy się śmieje, kiedy jest wystraszony. Przewidujemy często jak się w danej sytuacji zachowa. Znamy go dobrze, ale na szczęście nas też zaskakuje. Z czego bardzo się cieszymy. Świat z przewidywalnym Fredem byłby smutny. No i niezmiennie wnosi do domu radość!

„Penguin Bloom. Ptak, który ocalił rodzinę” jest dobrą i mądrą książką. Daje nam nadzieję na najciemniejsze chwile naszego życia. Daje przekonanie, że za czarną kurtyną naszych myśli jest inny, kolorowy i piękny świat. Żeby do niego dotrzeć trzeba się otworzyć. Załamanej życiem w wózku Sam pomogła sroczka.

Książka daje mi rozmyślania do rozpoczęcia książki pod tytułem „Fred Pióro. Pies, który przyniósł radość”. Głównym tematem książki ma być myśl przekonująca, że takich Fredów są pełne schroniska. Przepełnione schroniska nieszczęśliwych zwierząt,, które do życia czytelników mogłyby wnieść tyle radości.

Zamiast okładki „Penguin Bloom” Fred na nęcisku

Leave a Reply

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij