Ogólne

18 listopada

Arkadiusza Szarańca poznałem przypadkowo. Tu nachodzi mnie drobna refleksja, czasami przypadki mają na nasze życie wielki wpływ. Myślę, że warto na nie jest uważać. Czasami wybierzemy się do parku godzinę zbyt późno i spóźnimy się tak bardzo wcale nie wiedząc o tym, albo przyjdziemy zbyt szybko i czegoś jeszcze nie będzie. Arek, wśród wielu poznanych, podczas blogowania, osób zwrócił moją uwagę ciekawym tekstem o sroce. Na tyle ciekawym, że zapragnąłem umieścić ten tekst na „Plamce mazurka”. Zanim to nastąpiło Arek zażyczył sobie rozmowy. Nawet nie wiedziałem jaki czekał mnie fart. Nowy znajomy był świetnym rozmówcą. Bardzo ciekawie mówił, można było go słuchać godzinami, potrafił też słuchać, a także doradzić. Przykładową sceną może być mój powrót ze szpitala w którym zostawiłem swoją łuskę, którą nosiłem po złamaniu łokcia. Normalnie świat bez tej łuski mi się walił, pojęcia nie miałem co dalej robić.

-Marku, wyłącz się. Nie ma ciebie dla nikogo. Wyłącz telefon, schowaj się. Takie coś na pewno ci się przyda.

Chwyciłem sens tych słów dosłownie i się wyłączyłem. Wszystko było dobrze do chwili powrotu do domu żony. Mariola widząca mnie takiego wyłączonego pomyślała, że przechodzę kryzys i nie traciła ani chwili aby… przywrócić mnie do pionu! No ale to już nieco inna historia…

Arkadiuszowi spodobał się mój blog. Na tyle, że co jakiś czas podrzucał mi swoje teksty. Myślę, że niektóre pewnie publikowane były w też jakiejś innej prasie (co im oczywiście niczego nie umniejsza), ale wiele postów pisane było specjalnie na „Plamkę mazurka”. Jego teksty były ciepło przyjmowane, dość często komentowane. Myślę, że gdyby zwrócił się o nie jakiś jego spadkobierca, to byłby całkiem ładny zbiór opowiadań Arkadiusza Szarańca.

Niektóre osoby uważają, że mam bogaty spis telefonów. Nie ukrywam, że rzeczywiście znam sporo osób, z wieloma mam dobry kontakt. Jednak przy koneksjach Arkadiusza mój zasób znajomości był ubogi. Bracia Kłosowscy, Wiktor Wołkow, Krystian Matysek… Mógłbym tu wymienić plejadę ludzi, które chciałbym choć trochę poznać, a on wśród nich brylował. Nie lubił natomiast organizacji przyrodniczych. Mówił, że w nich liczy się tylko prezes przy korycie, a pozostałe osoby w nich są pionkami w rękach prezesów. Im bardziej siedzę w przyrodniczym światku, tym bardziej mu wierzę.

Przyjaciółmi na pewno nie byliśmy. Może nawet nie byliśmy zbyt dobrymi znajomymi. Ja miałem swoje priorytety, Arek też. Nie mieliśmy zamiaru sobie sprawiać przyjemności, prawić pustych komplementów, ale za to się szanowaliśmy. Najmocniej mnie zszokował gdy oznajmił mi, że jest nieubezpieczony. Trochę w głowie mi to się nie mieściło, ale nie miałem zamiaru próbować cokolwiek o tym z nim mówić. Pewnie by się wściekł, że chcę żeby on dokarmiał darmozjadów z PZU. Z drugiej strony, po ludzku o niego się martwiłem żeby cokolwiek mu się nie stało.

Nasza znajomość trwała już jakiś czas gdy wpadłem na pomysł zaproszenia go na Zlot Obywateli Rzeczpospolitej w Słońsku. Zadzwoniłem do Izy Engel, opowiedziałem jej o Arku. I tak po kilku miesiącach oczekiwań mogłem poznać swojego znajomego. Słońsk był miejscem wprost wymarzonym dla niego. Potrafił porywać ludzi podziwiając jakąś tam roślinką, lub zachwalając starą jabłonkę. Arek miał bystre oko, a skończona przez niego teatrologia zapewne pozwalała mu docierać do wielu ludzi. Zorganizował skądś kilka plastykowych worków i pociągnął ludzi na sprzątanie Betonki! Na Zlocie miał swoje dwie chwile. Najpierw opowiadał o karmniku z kokosa. Temat niby prosty, może nawet banalny, ale Arek robił z prawie widowisko. Jego charyzma sprawiała, że widownia słuchała go w skupieniu. Myślę, że następnej zimy niejeden słuchacz Arka zawiesił koło swojego okna karmnik z kokosa. Natomiast tytuł prelekcji na świetlicy brzmiał „Koi-koi, ngaa, korongo – czyli „nasze” bociany w Afryce”. Dla mnie i dla wielu osób był rewelacyjny. Znalazło się jednak kilku marud, dla których był „niemerytoryczny”. Zabrakło mi animuszu żeby zagadać Izę o ponowne zaproszenie. Mało tego, jeszcze na tym zlocie dostałem delikatne pytanie, czyj to właściwie jest blog, mój czy Arka.

Trochę się w tym pogubiłem. Arka teksty zaczęły się pojawiać na „Plamce mazurka” coraz rzadziej, rzadko też do siebie dzwoniliśmy. Nie, nie zerwaliśmy znajomości, ale mieliśmy na nią dużo czasu, wręcz bardzo dużo. Ewentualne tematy odkładaliśmy na później. Ja rozmyślałem trochę o spotkaniu go w Warszawie, myśleliśmy o jego przyjeździe do Szamotuł. Arek obiecywał przygotować specjalny materiał na siedzibę naszego powiatu. Rok temu pękła nić naszego planowania. Po koledze zostały mi dobre wspomnienia i jego jakże żywe opowieści na blogu.

Arkadiusz Szaraniec z opowieści „Lubię sroki”

7 komentarzy

  • Grzegorz Kobiela

    Dzięki panie Marku 😉. W swoim zbiorze posiadam 3 Pana pozycje niestety nie mam ani jednej przez Pana podpisanej 😔. Może kiedyś pana spotkam w realu i będę miał z sobą którąś z tych książek to może mi Pan strzeli swój autograf 😃. Miłego dnia życzę 👍

    • Marek Pióro

      Je też mam trzy swoje książki 😉 Czekam na wznowienie „Treli na morelach” żeby mieć czwartą 🙂 Nie wiem czy pomoże coś wiadomość, że w przyszłym roku będę w Pucku… Pozdrawiam 🙂

      • Grzegorz Kobiela

        Trele na morelach mam 😉. No do Pucka to mam rzut beretem bo ja spod Lęborka 😃. Odnośnie przyszłorocznego Pana pobytu w Pucku to się odezwę, powie mi Pan kiedy będzie co i jak😃. Pozdrawiam 😉👍

        • Marek Pióro

          W Lęborku mam facebookowych znajomych, których miałem przyjemność spotkać już w Łebie i w Słońsku. Na Facebooku oczywiście przed wyjazdem nad Zatokę Pucką będę dużo pisał 🙂

  • Grzegorz Kobiela

    Posiadam książkę pana Arka pt ” Żubry lubią jeżyny” świetnie opisuje autor w jednym z rozdziałów jak to bocian precyzyjnie swoim wielkim dziobem potrafi złapać muchę. Czyta się jednym tchem 😉. Pozdrawiam panie Marku 😉

Leave a Reply

%d bloggers like this:

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij