Ogólne

14 września

Poranny spacer z Fredem był udany średnio. No ale od dwukilometrowej trasy cudów raczej nie można było wymagać. Były dzięcioły: duży, czarny i zielony. Sierpówki, jakieś sikory, garść szpaków, mazurki i wróble. Wróble, właśnie doszła do Polski wiadomość z Bali, gdzie wydarzyła się wielka tragedia. Z nieba na cmentarz runęły ich tysiące. Początkowo sądzono, że winę za taki stan ponoszą kwaśne deszcze. Prawda okazała się bardziej irytująca bo za śmierć wróbli odpowiada zatrucie pestycydami, których używali mieszkańcy pobliskiej wioski. Mówiąc dosadnie, otruł je człowiek. Czyli nic nowego.

Brak wróbli może znaczyć dla mieszkańców wyspy kłopoty. Przekonali się o tym boleśnie na przełomie lat 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku Chińczycy.

Wyjazd do Szamotuł podobał mi się. Szpaków dzisiaj mogło być nawet i pięćset. Część ich, niczym korale na sznurze, siedziało na drutach, a część szukało pożywienia na skoszonym polu. Para kruków siedziała na swoim, stałym chciałoby się powiedzieć, miejscu. Trzy myszołowy powoli udawały się na południe. Oko cieszyła para żurawi. No cóż, mamy czas przelotów. Pogadałem z Magdą, dyrektorką Miejskiej Biblioteki Publicznej w Obrzycku i zorganizujemy jakiś spacer ornitologiczny.

Na rynku pojawiła się jakaś ekipa w celu przycięcia lipy. Sędziwej lipy. Jak wieść niesie drzewo weszło w linię energetyczną i potrzeba je przyciąć. Enea ma kasy jak diabeł gwoździ. Skoro drzewo tak w tą linię weszło, to nie było innego wyjścia niż wołać pilarzy? Lipa ta bardzo mocno wrosła się w historię, jak i w krajobraz miasta. Kto wie czy nie pamięta powstańców obrzyckich idących na front powstania wielkopolskiego. Widnieje już na przedwojennych pocztówkach. Była praktyczna, dawała cień dla takich ludzi jak ja, jak też chroniła uczestników procesji Bożego Ciała. A ile ptaków w jej konarach wyprowadziło lęgi…

Nie wiem jaki będzie finał pobytu pilarzy w Obrzycku, ale na razie na rynek mnie nie ciągnie.

Zostawiliśmy w Wetce w Szamotułach Freda. I czujemy się teraz jak zdrajca Judasz. Chłopak na poczekalni szczekał radośnie i donośnie na każdego kto wchodził lub przechodził, wesoło merdając przy tym ogonem. W pewnym momencie musieliśmy odejść. Fred jest już po zabiegu więzadeł krzyżowych i twardo sobie śpi. My, oprócz kiepskiego samopoczucia, zastanawiamy się nad czekającymi dwoma miesiącami, w czasie których ma schudnąć i się oszczędzać.

Zwykle myślę, że mam dość bujną wyobraźnię. Są jednak chwile, gdy jestem przekonany, że ona mnie zawodzi.

4 komentarze

Leave a Reply

%d bloggers like this:

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij