Ogólne

Prapoczątki

Szczerze mówiąc nie pamiętam pierwszy zaczął zaszczepiać we mnie zainteresowanie przyrodą. Mój ojciec? Czy też znany ze „Zwierzyńca” Michał Sumiński? Albo może Jan Jerzy Karpiński, którego książkę „Z puszcz i lasów” poznałem dzięki mojej pierwszej wychowawczyni, Stefanii Hołowieckiej?

Mój tata był drwalem. Chciałoby się powiedzieć, że prostym drwalem. Dobrze znał ptaki, choć skąd to nie wiem, nie mieliśmy w domu żadnej książki Sokołowskiego. Dobrze znał tropy zwierząt, które mi pokazywał na spacerach. Jakoś tych śladów zwierząt nie zapamiętałem. Trudno. Za to ptaki które razem podziwialiśmy pamiętam już nieco lepiej. Były to między innym raniuszki, mysikróliki, krzyżówki i perkozy dwuczube. A nawet bocian czarny.

Teraz, z perspektywy czasu mogę z żalem zauważyć, że tych spacerów nie było aż tak wiele. Zresztą, wraz pojawieniem się w domu telewizora Lazuryt, znalazłem swojego prawdziwego idola. Był nim gospodarz wspomnianego „Zwierzyńca”, Michał Sumiński. Człowiek obdarzony niezwykłą charyzmą opowiadający ze swadą o zwierzętach, i to w czasach gdy telewizory trafiały do strzech było wielkim hitem. Opowieści i filmy opowiadające o zwierzętach uzupełniane były wspaniałymi, jak na tamte czasy, kreskówkami Hanna-Barbery. Na poniedziałkowy program zaczynający słowami piosenki napisanej przez Marię Terlikowską:

„I kudłate i łaciate,

pręgowane i skrzydlate.

Te, co skaczą i fruwają

na nasz program zapraszają.”

czekało się cały tydzień.

Słuchając opowieści Michała Sumińskiego nie wiedziałem, że miały one pewien feler. Brakowało w nich czasami zakończenia, jakim był strzał z broni myśliwskiej. Pewnie żadnemu młodemu człowiekowi oglądającemu i słuchającemu niesamowitych opowieści, do głowy by nie przyszło, że ileś zwierząt spotkań z naszym ulubionym redaktorem nie przeżyło. Byliśmy pewnie wszyscy zachwyceni kiedy pan Michał przedstawiał nam gody cietrzewia. Klapał nam, trelował, korkował i szlifował. Nikt z nas nie miał pojęcia, że po takich spotkaniach Sumiński brał sobie na pamiątkę wachlarz (trofeum) z samca. Gdzieś obiła mi się o uszy wiadomość, że zabił około 200 samców głuszca. Nie mogę napisać, że to faktycznie miało miejsce, bo po prostu nie mogę znaleźć źródła. Taka potwierdzona wiadomość mogłaby szokować w czasach gdy obecnie wszystkich samców głuszca w Polsce szacuje się na 350.

Daleki tutaj jestem od potępiania Michała Sumińskiego. Żył w zupełnie innych czasach w których panowała zupełnie inna mentalność. Pomimo tego, że był zapalonym myśliwym (ojciec kupił mu broń myśliwską gdy miał 10 lat), to w bardzo dużym stopniu przyczynił się innego spojrzenia na przyrodę, na zwierzęta. Podobnych przykładów podać tu dałoby radę więcej. Na pewno można by było napisać między innymi o Władysławie Taczanowskim czy Władysławie Puchalskim.

Pewnie nie zachwycałbym się naszą przyrodą gdybym na zakończenie II klasy szkoły podstawowej nie dostał od mojej wychowawczyni, Stefanii Hołowieckiej, pięknej książki. Była to „Z puszcz i lasów” profesora Jana Jerzego Karpińskiego. Ileż to razy ją przeczytałem?! I pewnie jeszcze nie raz do niej wrócę. Zaczyna ją niesamowita scena zapadów Puszczy Białowieskiej. Tak, tak, w Puszczy Białowieskiej były jeszcze głuszce. Obecnie po tych ptakach taką swoistą pamiątką jest rezerwat o nazwie Głuszec. Niezapomnianą historią było opowiadanie mówiące o żubrze który zatrzymał pociąg relacji Hajnówka – Białowieża. Ta scena podobno do tej pory jest w Białowieży pamiętana. Profesor Karpiński był wybitnym, zasłużonym dla polskiej przyrody naukowcem. Czytając „Z puszcz i lasów” nie miałem pojęcia, że kiedyś poznam dwójkę jego wnucząt, których postacie znalazły się w książce.

Podsumowując. Miałem ojca znającego dobrze drzewa, ssaki i ptaki, cotygodniowe pogadanki wyśmienitego gawędziarza Sumińskiego i piękną książkę Karpińskiego, którą zachwycam się do tej pory. Teoretycznie początek był obiecujący. Jednak nieuchronnie nadchodził czas trenera Górskiego, czas zwycięstw polskiej reprezentacji w piłce nożnej. No i naszła mnie fascynacja historią. Na długi czas przyroda wraz ze swoimi ptakami poszły na drugi plan.

Jak widać prapoczątki zainteresowania ptakami i przyrodą miałem obiecujące. A jak owe początki wyglądały u ciebie?

Z niektórych rzeczy się nie wyrasta. Dla mnie takim czymś jest między innymi ta książka

8 komentarzy

  • Avatar

    Chris

    „Z niektórych rzeczy się nie wyrasta.” ja nie mogę z „Lato leśnych ludzi”.
    Zaczynałem swoje wędrówki po lubuskich lasach i polach po lekturze Puchalskiego, Korsaka i Karpowicza.
    Miałem to szczęście, że wakacje letnie i zimowe oraz weekendy mogłem spędzać u dziadków na wsi.
    I to tu, na granicy pól i lasów odkrywałem swoje pierwsze gatunki.
    Dużo później trafiłem na Rodziewiczównę – i obecnie wolę jej „bajkowy klimat”.
    Mniej mnie razi jej „feler”(Puchacz i Ryś) niż wcześniej wspominani myśliwi.
    Podczas każdego przedwiośnia nostalgicznie wracam do jej książki.
    Karpiński jakoś uszedł mojej uwadze – postaram się nadrobić zaniedbanie – dziękuję za artykuł!

  • Avatar

    My i ptaki

    „Jak widać prapoczątki zainteresowania ptakami i przyrodą miałem obiecujące. A jak owe początki wyglądały u ciebie?”
    Zadał Pan pytanie, na które zapewne każdy z nas mógłby udzielić osobistej, prywatnej odpowiedzi.
    Pomyślałem, że o ile P. Tryjanowski pisuje o ptakach i winie, o ptakach i psychiatrii, o ptakach i ptasiarzach, o tyle Pan mógłby zebrać z całej Polski krótkie wypowiedzi na temat korzeni naszego zamiłowania do ptaków. Każdą wypowiedź opatrzyłby Pan swoim komentarzem i mogłaby być z tego ciekawa książka! Tytuł? Może „Ptaki i ludzie”?

    • Marek Pióro

      Marek Pióro

      No właśnie miałem zamiar pociągnąć osoby odwiedzające bloga do małej dyskusji, ale chyba…. coś nie wyszło 😉
      Na razie Wydawca zainteresowany jest „Kalendarzem ptaków 2”, więc się do niego przymierzam.
      Pomysł „Ptaki i ja, czyli moje lata z blogiem” idzie do lamusa, ale jego fragment rozdziału „Ptaki” idzie dzisiaj na bloga”.
      „Ptaki i ludzie”? Pomysł ciekawy, zapisuję go! 🙂

      • Avatar

        REFLEKSJA

        „No właśnie miałem zamiar pociągnąć osoby odwiedzające bloga do małej dyskusji, ale chyba…. coś nie wyszło:.
        Może to dlatego, że mamy teraz globalne społeczeństwo obrazkowe.
        Pisanie wymaga wysiłku intelektualnego, a zdjęcia odmóżdżają nas, pozostawiając nam komfort.

        A może powinien Pan przygotować „prowokację”, zachęcając ludzi do czegoś wyjątkowego, co ich wyróżni (dyferencjacja)?
        czy widział Pan ostatnio, jak rozreklamowano szczepionki? Wystarczyło przygotować przedstawienie pod tytułem „elity się szczepią, a ty?” i od razu był odzew ludu.
        Pan powinien przygotować przedstawienie w stylu: elity mają co wspominać, a czy ty też należysz do nich?
        Cóż, wszyscy jesteśmy wewnętrznie nadętymi bufonami, tylko udajemy, że tak nie jest…

        • Marek Pióro

          Marek Pióro

          Mi się wydaje, że obecnie mamy epokę facebookowych lajków 😉
          Kilka lat temu wybieraliśmy na blogu Ptaka Pory Roku. Pomagałem też w prawyborach i wyborach Ptaka Roku w Rzeczpospolitej Ptasiej. Jakiś czas temu chętnie głosowano na wybrane gatunki. Teraz najchętniej wrzucane są wspomniane lajki.

    • Marek Pióro

      Marek Pióro

      Gdzieś musiał nastąpić błąd. Zapytałem u źródła, czyli mojego wydawcy o audiobooka „Kalendarz ptaków” i dostałem taką odpowiedź:
      audiobooka nie robiliśmy jedynie ebooka.

Leave a Reply

%d bloggers like this:

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij