Ogólne

No to na zdrowie!

Alkohol i ptaki to zacny i bardzo ciekawy duet. No chyba, że ktoś przekombinuje. Wtedy może być coś co się nie przyjmie. Alkohol i ptaki pięknie połączył Piotr Tryjanowski w książce „Wino i ptaki”. Pozycję swego czasu polecałem, więc pozwalam sobie od razu przejść do wybranego fragmentu z niej. Z góry zaznaczę, że moim zdaniem bardzo mocnego fragmentu.

„I już prawie na zakończenie tego smakowitego rozdziału przyjrzyjmy się gastronomicznym ekstrawagancjom, które wcale nie musza być apetyczne. Wiem nawet dobrze, że choć stanowią pewną atrakcje kulinarną i turystyczną, to u części osób wywołują odruch wymiotny. Naprawdę. Chodzi o rozpowszechnione w Azji południowo-wschodniej, zwłaszcza w Wietnamie wina ryżowe z zatopionym robakiem. No dobrze, robak czy też raczej owad, bo tak fachowo powinniśmy go nazywać, rzeczywiście może być podany w winnej zalewie. Przypomina to butelczynę tequili. Znacznie częściej jednak to jest gad, na przykład wąż albo jaszczurka. Zresztą problem odławiania gadów na potrzeby przemysłu winnego jest bardzo poważny, grozi bowiem przeekslpoatowaniem populacji wielu gatunków. Podobne trunki jak w Wietnamie możemy spożyć w Lasie. W Chinach zaś w winie ryżowym częściej niż węże pływają gekony, natomiast na Tajwanie lubują się w zatapianiu jadowitych żmij. Im bardziej jadowity gad, tym trunek bardziej pożądany.”

Co ma to wspólnego z ptakami? Ano to, że ptaki też, choć znacznie rzadziej, trafiają do butelek amatorów trunków.

„O gadach i tak wiadomo sporo, bo są najpowszechniejsze. ale w butelkach napotyka się także ptaki, choć to zjawisko znacznie rzadsze i ekskluzywne. Trudno nawet powiedzieć, jakich gatunków ptaków ten proceder dotyczy. Wiadomo jednak, że wina ryżowe z ptakami są bardzo drogie i wykorzystywane nie jako towarzysz posiłku, ale jako lekarstwo. Kilka lat temu głośna była sprawa produkowania wina ryżowego w Chinach, całą tę historię opisał brytyjski The Sun. Okazało się, że na czarnym rynku można kupić niemal wszystko, w tym wino ryżowe z zatopioną sową, przypominającą naszą pójdźkę, wyprodukowane w oparciu o recepturę liczącą ponad tysiąc lat. A jest ona wysoce barbarzyńska. Odławia się sowę i żywą wrzuca do słoja z winem. Ptak miota się w nim, aż wreszcie się topi i tak pozostaje na kilka lat. Po to by zamożnym Chińczykom pomóc rozwiązać problemy skórne, gastryczne, płciowe i urologiczne. Choć wina te produkuje się jako tradycyjne medykamenty, a nawet opisywano delikatny smak kobry leżakującej w słoju z winem 30 lat, to trudno w tym wypadku wypowiedzieć tradycyjne na zdrowie!

No i co wy na te azjatyckie wynalazki pokryte patyną tradycji? Bo mi na samą ich myśl zawartość żołądka niebezpiecznie wznosi się do góry. Ale jeśli ktoś z was by reflektował takie coś, no to postaram się powiedzieć na zdrowie!

Piotr Tryjanowski „Wino i ptaki”, Wydawnictwo Lanius, Poznań 2018

Pójdźka, ale tam gdzie jej miejsce, w swoim środowisku, fot. Cezary Korkosz www.cezarykorkosz.pl

4 komentarze

Dodaj komentarz

%d bloggers like this:

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij