Ogólne

Nie taki straszny ten lis

Lis ma wyraźnego pecha. Jest piękny, mądry, ale jest zaliczony do grona szkodników. Jak zapewne większa część sympatyków bloga wie szkodników w przyrodzie nie ma. Szkodnik, jako termin, wymyślił sobie człowiek. Po to żeby mieć wytłumaczenie siebie w bezpardonowym tępieniu wybranych przez siebie zwierząt. Lis jest jednym z nas, drapieżników. I to zapewne jest największą jego winą.

Image lisa budowaliśmy przez tysiąclecia. Nie jest ono pozytywne. Lis jest krwawym rabusiem, podstępnym i przebiegłym chytrusem. Lisa na pewno nie lubił chłop, któremu ten zawsze z kurnika mógł wyciągnąć kurę. Na pewno nie lubi go wielu miłośników ptaków gnieżdżących się na ziemi.

Lisa do pewnego czasu ja również nie lubiłem. Nie żebym coś do tego eleganckiego drapieżnika miał. No bo w końcu to nie jego wina, że w trosce o swoje bezpieczeństwo częstujemy go szczepionką przeciw wściekliźnie. Szczepionką, która pozwoliła mu zbudować nadzwyczaj wielką populację. A im więcej mamy lisów, tym większe stanowią one zagrożenie dla czajek, skowronków, cietrzewi. Dla ptaków lęgnących się na ziemi.

Zniszczyliśmy dawną równowagę w przyrodzie. Równowagę pomiędzy drapieżnikami, a roślinożercami. Szczerze mówiąc zrobili to myśliwi, którzy, o ironio losu, obecnie usiłują o tą równowagę dbać. Oczywiście tym samym narzędziem, co ich poprzednicy, cynglem. A to chyba jednak nie tędy droga.

Jeśli tak bardzo baliśmy się wścieklizny, swoją drogą to na nią w 1917 roku zmarł mój pradziad, to nie mogliśmy do szczepionek przeciw niej dołożyć środek antykoncepcyjny? Przecież było wiadomo, że populacja tych zwierząt rozrośnie się nadmiernie. Nie ma żadnych sposobów na ochronę innych gatunków nad prymitywne zabijanie?

W książce Lucy Jones „Lisy” mamy przedstawioną sytuację tego w Wielkiej Brytanii. Do niedawna był on tam widziany tak samo jak w innych miejscach jego występowania, czyli chytry, krwiożerczy. Obecnie jest gatunkiem chronionym, dostrzegane są jego zalety. Na przykład wielki apetyt na gryzonie. Autorka oprowadza nas po historii relacji lisio-ludzkiej. A ta dla bohatera książki nie zawsze łaskawa ona była. Czytelnik „Lisów” ma sporą szansę na zrewidowanie ewentualnie negatywnych poglądów. Może zrozumieć, że nie taki straszny lis jest jak go malują.

Polecam książkę, bo pozwala ona zrozumieć nam lisa. Na koniec też pragnę powiedzieć wam kilka słów o tłumaczu, redaktorze serii Eko w Marginesach. Jest to niesamowity facet, który daje nam szansę stać się lepszymi ludźmi. Dzięki niemu, jego szlachetnej serii Eko, możemy zrozumieć więcej, dostajemy wybór. Poznając wiele zjawisk otrzymujemy szansę wyborów.

Lucy Jones „Lisy. Historia miłości i odrazy” Marginesy Marginesy 2019

2 komentarze

Dodaj komentarz

%d bloggers like this:

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij