Ogólne

Refleksja nad fotografią rycyka

Bardzo podobają mi się rycyki. Są to ptaki takie jakieś… kosmiczne. Widać, że matka natura sporo nad tym gatunkiem popracowała. Wręcz je dopieściła. Kompozycja dominującej u niego z przodu rdzawej barwy z czerwienią i bielą ciekawie łączy się z długim żółtym dziobem i jeszcze dłuższymi ciemnymi nogami. Słowem perełka podmokłych terenów. Torfowisk, podmokłych łąk, brzegów zbiorników wodnych.

Rycyk w Polsce niestety ginie. Przykładem tego może być dolina Noteci, gdzie w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia było około 370 par lęgowych tego gatunku. Obecnie jest nie więcej niż 5 par. Tak, pięć par! Skutków takiego stanu rzeczy jest wiele. Są to zapewne między innymi osuszania terenów zajmowanych przez te ptaki, przekształcenia łąk w pola uprawne, presja drapieżników, człowieka. Swoje dokłada też ocieplenie klimatu.

Jak widzimy rycyk jest gatunkiem na który należy chuchać i dmuchać. Starać się żeby zachować go u nas dla następnych pokoleń. Czy tak jest? Trudno mi tu coś powiedzieć. Ale czasami dochodzi do sytuacji kuriozalnych. Na przykład takich, jaką opisał ornitolog, Michał Polakowski:

***

„Niestety nie mam wiele czasu na dłuższe pisanie, ale muszę się z Wami podzielić pewną refleksją. Wiecie dlaczego praktycznie nie podaję stanowisk ptaków lęgowych, a już na pewno nie publicznie mimo, że znam sporo różnych takich stanowisk? Wiecie dlaczego wiele osób ma kiepskie zdanie o fotografujących przyrodę, mimo że w tej grupie społecznej jest też niemało osób etycznych i postępujących właściwie? Niech odpowiedzią będzie taka scenka sprzed jakiś 2 tygodni.

Jedziemy z Moniką Broniszewską i Pamelą Myers za ptakami w dolinie Biebrzy. Przy drodze gruntowej, na skoszonej łączce żeruje sobie lokalny, lęgowy w okolicy rycyk. Siewka była na prawdę mało płochliwa, a dystans ucieczki wykazywał na poziomie zaledwie kilku metrów (5-6 może). Nie wysiadamy z auta żeby go nie spłoszyć. Nie wchodziliśmy ani – tym bardziej – nie wjeżdżaliśmy na tą łąkę bo 1) po co płoszyć tego ptaka, 2) byłoby ryzyko rozjechania lęgu. Wykonaliśmy setki (a może i ponad tysiąc) świetnych zdjęć nie powodując żadnego niepokoju u ptaka. Jednak jak tylko odjechaliśmy to pojawił się pan fotograf przyrody. Najpierw cykał trochę z auta, po chwili wysiadł (brawka 👏👏) i ptaka przepędził znacznie dalej. Na tyle daleko zresztą, że trzeba było się do niego zbliżyć. Co zatem pan fotograf przyrody zrobił? Pojechał za nim łąką (znów i jeszcze większe 👏👏) i spowodował, że ptak zrobił się nerwowy i ostrożniejszy. Co gorsza, mógł rozjechać jaja/małe rycyki (nie wiem na jakim etapie był lęg tych ptaków wtedy) i mam nadzieję, że tego nie zrobił. Podobnie, mógł zniszczyć jakieś inne tamtejsze lęgi ptaków i rozjechać jakieś inne zwierzaki. Jednak kim ja jestem, żeby takiemu panu fotografowi przyrody zwracać uwagę zwłaszcza, że nawet argument o parku narodowym i naruszaniu zasad ochrony przyrody tu by nie zadziałał, bo pan fotograf przyrody był jakieś 200-300 m. od granicy parku narodowego i na prywatnej łące? Ten pan fotograf przyrody był na pewno bardzo mądrym panem fotografem przyrody, który najlepiej wiedział jak postępować z ptakami prawda? Muszę Wam tu dodać, że wielu takich niestety widuję. Znacznie więcej niż tych, którzy potrafią się zachować właściwie.”

Tekst i zdjęcia: Michał Polakowski

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij