Ogólne

Pogaduchy nad zwaloną amboną

Swego czasu nie powstrzymałem się na Facebooku i umieściłem na swojej osi czasu zdjęcie ze strony pana Jerzego Janiszewskiego na którym widniała powalona ambona. Żeby nie było, ambona myśliwska. Zanim wejdę w temat wybitnie antymyśliwski, zdanie o panu Jerzym. Jest to żywa legenda dziennikarstwa muzycznego. Dawniej, kto kochał rocka, jego Radia Lublin słuchał z nabożną czcią. Jego też sporą zasługą było między innymi wypromowanie legendy polskiego rocka, Budki Suflera.

Leżąca ambona spodobała się wielu osobom. Ale jednej pani, takiej przeciętnej fotograficzce, zdecydowanie nie. Nakrzyczała na mnie pod tym zdjęciem, po czym z hukiem wywaliła mnie z grona znajomych. Co krzyczała to już konkretnie nie pamiętam. Jestem gentlemanem i nie zwracam uwagi na kobietę która przestaje być damą. Po krótkim czasie z tego grona wywalił mnie, ale za to tak po cichu, też dobrze fotografujący, partner tej pani. Za… antymyślistwo! Przyznaję, że byłem zaskoczony, ale też i… ucieszony. Ucieszony, bo lubię sytuacje podobne do piwa. Jasne i klarowne.

Nie mogę powiedzieć, że jestem fanem myślistwa. Uważam, że na wiele jego aspektów nie wolno się godzić. Jako osoba kochająca ptaki nie mogę się pogodzić z polowaniami na nie. Jestem jednak też przeciwny emocjonalnym atakowaniom myśliwych. Takie coś nie prowadzi do niczego. Jak też agresja, czy zaglądanie myśliwym do… rozporka (wg wielu aktywistów, myśliwi mają małe przyrodzenie). Myśliwym łaty przypinać trzeba merytorycznie, a nie histerycznie. A to już takie łatwe w krytyce być nie musi.

Tego tematu dzisiaj bym nie poruszył gdybym przed chwilą nie skończył czytać mądrej i pięknej książki Olgi Tokarczuk, „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. O książce słyszałem przy okazji reklam filmu „Pokot” Agnieszki Holland. Filmu nie oglądałem (jeszcze) sądząc, że może być dość drastyczny. Intuicja tutaj mnie zawiodła i żałuję, że „Pokotu” jeszcze nie obejrzałem.

Książka zauroczyła mnie w dużym stopniu dzięki głównej bohaterce, Janinie Duszejko. Jest ona astrolożką, tłumaczką poezji Blake’a. Emerytką żyjącą w jakimś tam uroczym zakątku pięknej Ziemi Kłodzkiej. Kobietą, w której dostrzegam pokrewną sobie duszę. Kimś z kim niemal tak samo patrzę na ten świat. Na ambony też:

„Ambony. Zawsze mnie ta nazwa zdumiewała i denerwowała. Bo czego nauczało się z tych ambon? Jaką głosiło ewangelię? Czy to nie szczyt pychy, nie diabelski pomysł, żeby miejsce, z którego się zabija, nazwać amboną?”

Myślę, że te ambony szczególnie muszą pasować do polujących księży. Podobnych, jakże ważnych rozważań w książce jest wiele. Ja na przykład ta dotycząca, kontrowersyjnego mojego zdaniem, świętego Huberta:

„A skoro biorą go na swojego patrona myśliwi, to czynią to patronem tego, co było Huberta i od czego się uwolnił. Robią go więc patronem grzechu.”

Dość często podkreślałem, że zachodzi tu dziwne zjawisko. Święty przestał zabijać, a jego czciciele i księża odprawiający tzw hubertowskie msze, udają, że o tym nie wiedzą. Prawda, że dziwny jest ten świat? Książkę polecam każdemu, bo to kawał solidnej i pięknej literatury.

Obydwa fragmenty pochodzą z: Olga Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, Wydawnictwo Literackie, 2009

Moje zdjęcie
Ambona (myśliwska), fot. Robert Babisz

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij