Ogólne

Obserwować bąka

Niezwykłąa historię z bąkiem opowiedział i pokazał Maciek Kowalski. Spodobała mi się na tyle, że poprosiłem żeby pozwolił mi ją Wam zaprezentować na „Plamce mazurka”. Oto ona:

***

„Zaczęło się od tego, że na stawowej grobli spotkałem odpoczywającego rowerzystę, który – ni z gruszki, ni z pietruszki, przywitał się ze mną zapytaniem: „A widział Pan kiedyś bąka?” Trochę mnie to zbiło z pantałyku, ale dźwigając na sobie kupę kilogramów przeróżnej optyki, poniekąd prowokuję podobne zagadywania, więc odparłem:

„Widziałem parę razy, ale zawsze krótko i w locie…”

Mój rozmówca patrzył na mnie z pewnym niezrozumieniem, przez co uświadomiłem sobie, że z mojej wypowiedzi nie dało się wyłowić ani nuty entuzjazmu, więc dodałem:

„No bo, wie Pan, nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że obserwowałem bąka. Do tego potrzebowałbym nieco dłuższego spotkania z żerującym ptakiem, stającym słupka w gąszczu trzcin – tak, jak widziałem to do tej pory jedynie na filmach przyrodniczych, lub cudzych zdjęciach. Tymczasem kilkanaście lat dreptania po stawach i nic z tych rzeczy mi się nie przytrafiło…” – zakończyłem smutno.

„Rozumiem” – skwitował. „Pytam, bo kiedyś słyszałem tu bąka, ale nie udało mi się go nawet dostrzec i kiedy zobaczyłem Pana pomyślałem, że może wie Pan coś więcej na jego temat”.

Przybrałem minę ostatniej osoby na Świecie, która mogłaby coś doradzić w kwestii obserwacji bąka.

„No to czego Panu życzyć… Jak to się mówi – Darz Bór” – pożegnał się mój rozmówca.

„Lepiej: Darz Bąk” – poprawiłem go.

————————————————————————————

Nie minęło pięć minut, kiedy zobaczyłem przelatującego nad stawem bąka, który oczywiście po paru sekundach prezentacji, dał nura w trzcinowisko. „Idealna puenta” – pomyślałem. Po chwili, spostrzegłem jednak, że to co szumnie określiłem trzcinowiskiem, to tak naprawdę, oderwana od przybrzeżnych szuwarowisk, stojąca luźno na środku stawu plama trzcin o powierzchni 30×20 metrów, za którą zlokalizowana była wąska i zarośnięta grobla. Zwietrzyłem szansę! W drodze do upatrzonej kryjówki bąk zaczął „buczeć”, co dało się odczytać jako: „Zapraszamy do rozgrywki”. Takim prośbom się nie odmawia. 😉

Zająłem miejsce w swojej czatowni i znieruchomiałem. Przez pierwszą godzinę w ukryciu, funkcjonowałem jedynie jako stacja krwiodawstwa dla komarów. W zasadzie to chciałem już się zbierać, dopisując do listy porażek w starciach z bąkiem kolejną. Pomyślałem, że przydałoby się teraz raz jeszcze spotkać mojego rowerzystę i pokąsanymi ustami wybełkotać doń: „Patrz Pan, jak mnie znowu urządził”. Zdążyłem jednak tylko zaprzeć się dłońmi o ziemię, kiedy zauważyłem ledwie wyraźny ruch kładących się trzcin. Coś tam w środku kroczyło. Coś, czyli bąk. Zacząłem wertować to miejsce lornetką i parę razy udało mi się dojrzeć bączy grzbiet, kawałek głowy i tak dalej. Poszczególne elementy zaczęły się coraz wyraźniej układać w całą sylwetkę ptaka, aż wreszcie stało się coś, na co czekałem tyle lat – bąk wylazł na krawędź trzcinowiska. „Buuuu” – rozległo się nad stawem, a ja wpadłem w euforię. Przez dobre dziesięć minut cieszyłem oczy stojącym słupka ptakiem, mając nadzieję, że doczekam się jeszcze jakiejś akcji.

Doczekałem się. Bąk zaczął polować i udało mu się schwytać żabę, której jednak nie skonsumował, ale… poniósł przez trzcinowisko. Po chwili zatrzymał się w miejscu, gdzie jak spod ziemi wyrósł mi w kadrze drugi ptak i nastąpiło… przekazanie pokarmu! Domniemana samica uszła jeszcze parę metrów przez trzciny i przysiadła – czyżby na gnieździe? Tymczasem mój samiec wrócił do polowania, niezdarnie gramoląc się na krawędź trzcinowiska (co zajęło mu dobrych parę minut)… aż w końcu doczekałem się kolejnego wymarzonego aktu – bąk stanął parę metrów przed pasem trzcin, nieudanie zapolował na rybę, po czym przysiadł na wodzie i wpłynął z powrotem do ukrycia. Przez moment stracił mi się z oczu, ale najwyraźniej poszedł zdać raport z dalszego przebiegu łowów swojej wybrance, bowiem ta chwilę potem pogoniła mu kota. 😉 Samiec wyleciał jak z procy i po parunastu sekundach lotu wylądował na skraju kolejnego trzcinowiska, w którym ukrył się z miną mówiącą, ni mniej, ni więcej – kobietom nie dogodzisz. 😉 Poczekałem jeszcze, aż oba ptaki znikną mi z pola widzenia i dyskretnie wycofałem się z grobli. Nawet gdybym tego dnia miał jeszcze na stawach pelikana, nie ucieszyłby mnie on bardziej niż ta obserwacja! Od dziś, zamiast „widziałem bąka”, mogę już z czystym sumieniem mówić: „obserwowałem bąka”. 😉

Zachęcam do obejrzenia krótkiego filmiku z obserwacji:

https://www.youtube.com/watch?v=zwnLAp6qHPk&feature=youtu.be

Wszystkie zdjęcia poza fotografią ptaka w locie, wykonane zostały metodą digiscopingu.”

***

Tekst i zdjęcia: Maciek Kowalski   https://www.facebook.com/birdaholicdiary/posts/1428168877287155 

31369460_1428127793957930_1690918952168849408_n

31357613_1428127837291259_2610746680336711680_n

31381105_1428127873957922_2711966513903960064_n

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij