Ogólne

Będzie latał dla nas

Jerzyk zawsze kojarzył mi się z ekspresyjnym lotem. Jak rzadko jktóry ptak działa na moją wyobraźnię. To o nim, zaraz po bocianie, kruku i dwóch sowach (pójdźce i płomykówce) najczęściej piszę na blogu. Myślę, że gdybym wierzył w reinkarnację, to przyszłym swoim wcieleniu chciałbym wrócić jako jerzyk.

Jerzykowi o którym napiszę najwyraźniej dopisał fart. 5 czerwca około godziny 20.00 zainteresowany byłem jedynie kolacją i pójściem spać. Byłem po nocnej zmianie, w dzień nie spałem. Moja żona również czuła się zmęczona. Nie powiem żebyśmy byli zachwyceni telefonem od Kacpra, że na Rynku jest jerzyk „z chyba złamanym skrzydłem”. Wstaliśmy od razu. Bratanka żony i ptaka nie mogliśmy pozostawić samych.

Na rynku okazało się, że ptak przemieszczał się podpierając skrzydłami. Dodało mi to otuchy. Jest nadzieja! Bo gdyby skrzydło było złamane, to raczej tkwiłby w jednym miejscu. Na nasze i swoje szczęście nie stawiał oporu przy łapaniu i po chwili wylądował w zdobytym po drodze kartoniku.
Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Wilków. Kasia w tym czasie zadzwoniła do Jacka. Żaden z telefonów nie został odebrany. Wybrałem numer do pani Karoliny. I też telefon też okazał się być głuchy. Do tej pory kłopoty miał jerzyk, teraz jest już nas więcej. 
Nie ukrywam, że mocno przejąłem się jerzykiem. Był taki bardzo lekki, ale na szczęście żadnego złamania skrzydła nie zauważyłem. Wstąpiła nadzieja, może będzie git? Tylko co robić? Pojechaliśmy do domu pani Karoliny. I znowu spotkał nas pech, nie było Jej w domu. Pojechaliśmy do gabinetu weterynaryjnego a… pech nas nie opuścił. No to pojechaliśmy do Jacka, do Niego Wilków. Zrobiło się dość dramatycznie. Na głos dzwonka nikt nie wyszedł.
Nie znam się na jerzykach. Nie wiedziałem co robić. Pomyślałem, że być może ptakowi potrzebny jest tylko podrzut w górę i zrobi bziuuuuut! A może tylko jest osłabiony i trzeba go nakarmić? Poza twarogiem nie kupiłbym już wtedy w Obrzycku już nic.
Poszedłem do sąsiada Wilków, przedstawiłem sprawę jerzyka, zapytałem o Jacka. W końcu opuszcza nas pech. Sąsiad Jacka zadeklarował, że odbierze ptaka i przekaże jerzyka Jackowi. Po chwili dzwoni Jacek. Opowiadam Mu co się stało. Jest nadzieje, że t
en jerzyk będzie latał. I to będzie latał dla nas.

Po dwóch dniach zadzwoniłem z nadzieją, że nasz jerzyk nie ma poważniejszych obrażeń. Jacek to potwierdził. Ptak był po prostu wycieńczony. Teraz jest intensywnie karmiony i niebawem wróci nad obrzyckie niebo!
PS. Nie opowiedziałem tę historię by się przechwalać. Zresztą, nie miałbym czym. Całą brudną robotę odwalił przecież Jacek. Poza tym działałem w zespole z Kacprem i Kasią. Opowiedziałem ją by dodać Wam otuchy, gdy coś podobnego Was spotka. Pamiętajcie: nie panikujcie, nie odwracajcie w drugą stronę głowy. Pamiętajcie: jeśli Wy mu nie pomożecie, to chyba już nikt nie pomoże. Jak pomożecie, to wiedzcie, że on będzie latał. Dla Was będzie latał.

18921876_1391297787589971_5245175038064329594_n

2 komentarze

Dodaj komentarz

%d bloggers like this:

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij