"Zarysy domowe" Kazimierza W. Wójcickiego

Sokół z "Zarysów domowych"

Odwaliłem dziś kawał roboty i dlatego dziś chciałbym żeby było odwrotnie. Zamiast pisać komentarz, czekam na Wasze. Zapraszam do tekstu:
 
 
„Sokół jest godłem wierności; w pieśniach ludu, ukochane osoby jak ojca i dziecie nazywają sokolikami.
 
Jakże ja maju sia wyberaty
Taj z wamy jechaty,
Maju batońka, jak sokołońka,
Żal my ho pokiedaty.
 
Tak mówi dziewczyna, gdy ją chcą wieść do ślubu.
Piękne oczy tego ptaka nadawano dziewczętom wabnym.
 
Płakała idący do ślubu,
Śpiewając piosnkę nie lubą:
Oczkami jak sokół patrzała,
A łzy z nich jak rosę puszczała.
 
Ale przejrzyjmy wszystkie dotąd znane pieśni ludu polskie i ruskie, a ujrzymy, jak ptak ten częste w nich znalazł wspomnienie. W czasie wesela, pan młody nosi nazwę sokoła, i stąd liczne widzimy porównania.
 
Pytał się sokół swej kumy,
Gdzieś kumeczko była;
Coś nóżki zabrudziła,
Piórka zarosiła?
W cichym ługu’m była,
Studzienną wodę piła,
Tam nóżki zabrudziła,
Piórka zarosiła.
 
*          *          *
 
Oj! pytał się ojciec
Gdzieś była Maryleczko?
Coś oczka zapłakała,
Łzami lice zlała?
W Bożym domu’m była,
Trzy’m razy przysięgała,
Tam oczka zapłakała
Łzami lice zlała.
 
II
 
Siwa kukułko!
Nie lataj raniutko,
Na jaką pszeniczkę:
Bo tam na ciebie
Siwy sokół zasiądzie,
Dojrzy cię oczeńkami,
Porwie cię skrzydełkami;
Zaniesie w ciemne lasy
Między czarne kawki,
Tam będziesz kukać,
A nie będzie komu słuchać.
 
*          *          *
 
Krewna Maryleczko
Nie wychodź raniutko,
Na nowe przedsienie,
Bo tam dla ciebie,
Sam król zasiądzie*
Dojrzy cię oczkami,
Porwie cię rączkami:
W cudze strony,
Do cudzej matki:
A nie będzie komu pożałować.
 
III
 
Na Sokołowem polu
Zlecieli się sokoły,
Między niemi sokołeczek,
Między niemi siwiuteńki,
Macha skrzydłami,
Wyglądając lata,
By uleciał w ciemne bory,
Między czarne kawki.
Tam mu kawka miła,
Gniazdeczko uwiła,
Uwiła, poprzewijała,
Kwiatkami pookładała.
 
*          *          *
 
Na Jankowy’m dworze,
Zjechali się Bojary:
Między niemi Jasieńko,
Między niemy młodziutki:
W ręku czapeczkę nosi,
Swoje Bojary prosi:
Bojary młode
Uczyńcie wolę moję,
Ta, chodźcie ze mną,
Do teścia do dworu,
Do Marysieńki za stół:
Tam jest Marysia miła,
Co mi koszulę uszyła.
 
IV
 
OJ! leciał sokół po przez trzy lasy,
A na czwartym wytchnął popasem:
Wytchnął popasem, w kawki gniazdeczku
A jemu kawka wielce rada,
Jagódki zbiera, sokolika przyjmuje!
Oj! jechał Jasieńko po przez trzy sioła,
A w czwartym stanął popasem;
Stanął popasem w teścinym dworze,
A jemu Marysieńka wielce rada,
Dała konikowi zielonego siana;
A młodzieńcowi i miodu i wina.
 
W licznych pieśniach widzimy użytych sokołów do poszczególnych poruczeń; to posyłają je po złoto:
 
Siwe sokoły, siwe,
Polećcie sokoły w dolinę,
Nabierzcie złota na skrzydła,
Uzłocić Marysię kniahynię (panną młodą).
 
To po ślubie z wieścią radosną
 
Leć sokole przed nami,,
Zanieś od nas wieści,
Niechaj wyjdzie Matulka z kołaczem,
Bośmy zwieńczyli jej córkę z paniczem.
 
To żeby dojrzał Bojarów:
 
Sokole ptaszku,
Wyleć na światło;
Podziw-że się w czyste pole,
Czy nie idą Bojarowie.
 
A Bojarowie, gdzie sokoły gniazdo wili, tam miód i wino pili.
Kiedy nieznany nam śpiewak ludu, chciał wiernego wystawić zalotnika, co wykrada swoję lubą, wysyła przed nim sokoła, który towarzyszy ucieczce kochanków, i przeprowadza do domu.
 
Przyleciał sokół pod tutejszy dom,
I padł w ogródeczku,
Przy wonnem ziółeczku,
Roztoczył ogon.
 
JAŚ
 
Kasieńko miła, Jasio cię woła,
Byś do niego wyszła,
Sama jedna przyszła,
Sama jedna zgoła!
*          *          *
 
Kasia nie chciała, lecz wysłała posła,
Poseł nic nie sprawił,
I długo się bawił,
Potem sama poszła.
 
JAŚ
Teraz-że teraz, wóz mój zaprzęgajcie,
Pojedziemy w nasze strony,
Kędy dom mój ulubiony.
Konie zaprzęgajcie.
*          *          *
 
Jak ci wyjechali, daleko na pole,
Kasia zapłakała,
Ręce załamała,
Na swoją dolę.
JAŚ
 
Obejrzyj się Kasieńko! obejrzyj kochanie,
Czyliś czego zabaczyła,
Czyliś mną już pogardziła,
Na co płakanie?
KASIA
 
Miły Jasiu, zobaczyłam dla ciebie cnoty!
O! daj mi się do domu wrócić,
Serca ojca nie zasmucić,
Jasiu mój złoty.
*          *          *
 
Ale z dala widać w polu biały dom,
Upadł sokół przed okienkiem,
I z Kasieńką i z Jasieńkiem,
Roztoczył ogon.
 
Lot chyży sokoła, jak i wzrok bystry poszły w przysłowie. Jedna pieśń ruska, chcąc pochwalić konia, mówi: „że pod jeźdźcem gra konik jak siwy sokół„. Pieśni ludu przyznają, że sokół śpiewa, jako w tej ukraińskiej.
 
 Siedzi sokół na topoli,
Śpiewa piosnkę po niewoli;
Oj! ty siwy sokoliku,
Nie turbuj-że mojej główki,
Bo ja sama dość stroskana,
Że od rodu oderwana.
 
Sokół podobnie jak inne ptaki, i mówić może.
 
Hej! tam za ciemnym borem,
Nad białym jeziorem,
Siedzi sokół siwy,
Opowiada dziwy.
Hej! za ciemnym borem,
Bili się tam długo;
Krew’ płynęła strugą,
Czarną rolą poorali,
I strzałami zasiali!
 
Na Rusi-Czerwonej, uważają za pewną wróżbę, iż  gdy komu się przyśni, że z ręki sokół zleci, już swej miłej przy życiu nie zastanie. To nas pieśń tamecznego ludu naucza.
„Na łowy wyjechał Iwasio, zostawiwszy żonę słabą. Strudzony zasypia, we śnie widzi, że z prawej ręki uleciał mu sokół, a więc do wróżki, żeby odgadnęła sen tak dziwny. Wróżka odgadła, i żalu dodała: >Siadaj na konia, bo już już swej miłej więcej nie zobaczysz.< Przyjeżdża przed wrota, wchodzi do świetlicy, a jego miła leży umarła. Nieszczęśliwy przemawia w żalu:
 
Nyżki moji skoropadłyj, czom ne pijdete
Ruczki moji, bilenkji czom ne pryhornete
Oczi moji czornenkji, czom ne hłaniete,
Usta moji pryjaznenki, czom ne promowite.
 
Dzieciątko małe nosi nazwę sokoła lub sokolika; tak mówi pieśń krakowska:
 
Nie chodzić było przez las do kościoła,
Nie miałabyś teraz na ręku sokoła!
– Albom ja w kościele sokoła dostała?
W zielonym gaiku gdziem woły pasała.
 
Często i dorosłych synów w pieszczocie nazywają sokołami; tak też się nie jedna pieśń ruska zaczyna:
 
Oj! mała maty syna sokoła.
 
Polowanie sokołami, było szlachetną rozrywką rycerskiego myśliwca. Prawo mienia sokoła, tak oznaczało szlachcica, jak noszenie szabli lub szpady. Było to i u nas; dla tego Ł. Górnicki w Dworzaninie pisze: że szlachta polska za Kazimierza Jagielończyka, rozpuściwszy włosy, po całych dniach chodziła z sokołem w ręku. Sokolniki zaczęli należeć pierwej do liczby sług, później do urzędników dworu. W Mazowszu panujący książęta wyłączali po wielu miejscach dla siebie polowanie z sokołami. Od tego ptaka wiele wsi i rodzin w Polsce przybrało nazwę, on i w herbach szlachty u nas znalazł miejsce. Nie jeden sokół kamienny, zdobił grobowiec swego pana, jak za życia żyjący, zdobił sypialną komnatę, siedząc wspaniale na berle. Polowanie z sokołem, było szczególnie ulubioną rozrywką; wzrok jego bystry, długość skrzydeł, a z tem połączona szybkość lotu, ostrze i siła dziobu, moc kości, zapał i śmiałość, tyle usposabiają go do użytku w łowach, ile wrodzona dzikość i obawa ludzi, utrudnia jego oswojenie.
Sposoby któremi Sokolnicy ułaskawiali tego ptaka myśliwców, godne są uwagi. Ażeby usposobić sokoła do nauki, trzeba było mu odjąć dzikość, do czego przerywanie snu było jedynym środkiem. Sadzano go zwykle na obręczy wiszącej z powały na sznurze, a przeto mogącej się poruszać. Jeżeli sokół choć cokolwiek okazywał chęci zasypiania, trącani i rozkołysano obręcz, przez co zagrożony spadnięciem, nie mógł usnąć. Tym sposobem męczono go przez trzy lub cztery dni, a myśliwi odmieniali się w czuwaniu, by i chwili nie zdrzymał. Przez ciągły i tak długi niewczas, wpadał sokół w rodzaj odurzenia, zapominał dawnego stanu, z wolna przyzwyczajał się do otaczających go osób, i w swojej niewoli, a oraz stawał się pojętniejszym i sposobniejszym do mającej nastąpić nauki. Głód znowu w tej nauce był jedynym środkiem, a sokół musiał sobie najmniejszy kęs chleba lub mięsa dobrem sprawowaniem zasługiwać. Nogi objęto mu w skórzane kajdany, a metalowa obrączka w około tychże nosiła napis, zawierający nazwę i godność właściciela. Wieszano mu dzwonek u szyi, by dosłyszeć gdzie się znajduje, jeśli się za daleko zapędził na polowaniu, lubo najczęściej sznur długi, którego koniec spoczywał w ręku myśliwego, utrzymywał na wodzy lot i zapał sokoła. Częste niewczasy coraz bardziej dzikość jego poskramiać musiały, a jeśli jeszcze niekiedy uporczywym się okazywał, za karę go głową, w zimną wodę go wtrącano. Pierwotnie szczwano go na nieżywe lub wypchane ptastwo, a gdy już usposabiał się do tego, na prawdziwe brano go łowy. Wtedy myśliwy niósł na ręce swego sokoła, który kapturem miał nakryte oczy; gdy okazało się co z ptastwa, zdejmował kaptur i puszczał, sokół w jednym pędzie dościgał zdobycz, i w ostrych szponach niósł ją złożyć u nóg swego pana.
94
Przywiązanie myśliwca do swego sokoła, często do pieszczot przychodziło. Dawał mu pochlebne nazwy, szyję zdobiono kosztowną obrączką, codziennie kąpano by utrzymał lśniące pierze.
U nas chwytano sokoły na wabia, myśliwy wychodził z siecią mocną, i zapasem gołębi białych albo czarnych świeżo pochwyconych z gołębnika, sieć obciążał funtem ołowiu, przymocowywał kordem do ziemi, kiedy miał nadzieję bystrego ćwika ułapić. W on czas sokół rzucając się na zdobycz, siecią schwytany został. W XVI wieku w Polsce gdy tak powszechne były łowy z sokołami, rarogami, jastrzębiami i krogulcami, taka była nauka uczenia sokołów i utrzymywania.
>Gdy weźmiesz sokoły, noś je z pierwa leguczko w czapkach**, a nie kwap’ się z wabieniem, aż je dobrze unosisz, uwab’ je potem do ręki, jedno strzeż, żeby się na się nie zwaśnili. Potem’ karm je na łupieży, albo też i na trupie, tak żeby je dobrze wkarmił między psy, i tak je też sadzaj, a to dla tego, żeby się psów nie bali.***<
Po tych przygotowaniach, łowiec na ponętę wabił sokoła, to przez chrust, to przez dolinę, a gdy przyszedł za hasłem, nakarmił go dobrze. Gdy to pojął, żywemu zającowi wiązał skoki zadnie, a z boku straszył go chartem, i puszczał na uciekającego z wolna sokoła, tak powtarzając ptak wprawiał się na zająca dobrze, i każdego ułowił. Był między używanemi sokołami gatunek zwany dziwoki, który potrzebował więcej niż sokół baczności, ażeby go pilnować, i nie ufać, choć myśliwy cały dzień z niemi jeździł, by z ręki nie puszczać, a dobrze dzierżeć na wodzy, przy puszczaniu na ptaki.
Chowano młode sokoły, zwane gnieźniki, na wieży, albo na poddaszu i w izbie byle nieciepłej; chowano je na drzewie, a gdy karmiono, kołatano silnie. Młode sokoły wylatywały swobodnie, same łowiły ptaki, przez co stawały się górniejsze i łowniejsze, a gdy chciano uczyć je, w zastawioną siatkę złapane, szły na naukę.
Myśliwiec znakomity nieznany nam, w XVI wieku napisał dzieło „Myślistwo ptasze”, w niem tak oswajanie i uczenie opisuje sokołów.
Ganiąc utrzymywanie na obręczy ptaka, radzi po prostu noszenie na ręku. Gdy się trafiło gniazdo twarde do noszenia, dzień i noc noszono na rękawicy, aż bezsennością złagodniał. Wtedy wabiono go do ręki na sznurku popuszczając, a gdy nawykł, wabiono bez uwiązania, Tak nawykał zawsze nakarmiony po wabieniu. Już teraz myśliwiec, oślepiwszy gołębia puszczał na lecącego niepewnie ptaka, wyuczonego sokoła, który go chwytał, lub też zasadziwszy chłopca z dziką kaczką w jakim wyżarze, puszczał sokoły, kiedy te nad wodę ciągnęły, rzucał im kaczkę, do połowu. Tak powtarzał razy kilka, aż nawykły do łowów dobrze.
Dziwoki jako lżejsze, szlachta nasza częściej do łowów niemal codziennych używała.
Nie małego baczenia wymagał chów sokołów przez zimę. Gdy w jesieni nastały dni chłodne, dżdżyste, już łowy ustawały, a przy coraz zimniejszym czasie, opatrywano komorę ciemną, a czystą i ciepłą, gdzie je osadzano. Kto nie miał oddzielnej komory, robił oddzielną przegrodę w izbie, albo chował je w skrzynię wielką, mając szczególną uwagę, aby przy zamiataniu pył i kurzawa sokołów nie doszły. Dawano im jeść na chędogiej desce, a częściej i z ręku, żeby nie dziczały. Kiedy zbliżał się Marzec, przyrządzano im tak zwany Skwarw, to jest lekarstwo na wymioty. Dziwoka przywiązywał myśliwiec u klocka na czystej ziemi, w oddzielnej cichej i ciemnej komorze, kędyby nie przechadzano się często; po trosze nosił go na ręku, i starał się usilnie aby go ptak poznawał zawsze, to przez pieszczoty, to przez noszenie i karmienie w ręku. Tak sokołów jak i dziwoków po zimowisku, nie prędzej używano do naszych łowów, aż około Zwiastowania Panny Maryi w Marcu. Sokoły zwykle puszczano na zające, i dzikie kaczki.
Tak ulubiony ptak znalazł miejsce w przysłowiach naszego języka. Jako na hardego niedopanka.
Kiedy sowa zjastrzębieje, wyżej lata niż sokół.
Że choć silnego, można wybić w pośpiechu.
Gdy sokół śpieszy, bije go i wrona.
Wreszcie, że syn ojcu, córka matce są podobni.
Nie urodzi wrona sokoła, jeno takie jako sama.
*          *          *
O niedołężnych sokołach mówi Rej: „Sokół niełowny za kanię stoi”.
Jakie porównania do sokoła okazałem w pieśniach polskich i ruskich z nad Dniestru, Prutu, Stryja i Sanu, Wisły i Narwi, podobne znajdujem w pieśniach ruskich z nad Niema, których wybornym przykładem, ozdobił literaturę naszę nieznajomy nam poeta. Przytoczę tu dwie pieśni, jako dowód tożsamości ducha słowiańskiego.
 
1
 
Po nad góry, po nad doły,
Ulatując dwa sokoły,
 O Hanuli rozmawiały,
Młodej wdówki żałowały.
*
Żal nam wdówki Hanuleńki
U niej domek nowiuteńki,
Sieni strugiem wyciosane,
Spichrze żytem zasypane.
Sześć par wołów idzie z błoni,
Trzódka owiec wprzód się goni;
Ztyłu krówki postępują
Dwa koniki wyskakują,
Dwa koniki raźnie skaczą,
Ale synki rzewnie płaczą;
Wspominają swego tatka,
Z niemi płacze smutna matka!
O koniki moje wrone,
Wołki płowe ulubione!
Ach tak raźnie nie skakajcie:
Ale ze mną rozmyślajcie.
Czem będziecie żyć czas długi,
Gdy się mrozem zetną smugi?
Kto wam sianka dziś nakosi,
Kto wam słomy z pól nanosi?
 
Orał Juras pod górami,
Zdziwion ptaków rozmowami:
Lećcie (rzecze) do Hanuli,
Mówcie wdówce tej najczulej,
Niech mię ona w boże imię,
Gospodarzem w dom swój przyjmie;
Brat mię goni z ojcowskiego,
Nic ja nie mam wszystko jego.
Ach! trudami ją wspomogę,
Konie, woły, dojrzeć mogę,
Podhoduję dziatki małe,
Bogu na cześć i na chwałę.
 
2
 
Przylecieli sokołowie
Pod wiśniowy sad,
Namawiali kukułeczkę,
Lecieć z sobą w świat.
Rada’m ja polecieć z Wami,
Choć w największą dal;
Lecz mnie sadu zielonego,
I gniazdeczka żal!
 
Pojechali pany swaty
Pod nowiuchny dwór:
Namaiwiali jechać z sobą
Dorodniejszą z cór.
Rada’m ja pojechać z wami,
Choć w największą dal;
Lecz mi matki, siostr i brata,
I ojczyzny żal!
——————————————————-
 
W pieśniach weselnych dom pana młodego nazywają sokołowy dwór, a w pieśniach dożynkowych śpiewają, że siwy sokół kopy składa. W miłosnych, młodzieniec prosi sokołów, by zrzuciły po pióreczku, i wyniosły z Podola jego ukochaną.
U Słowaków w Węgrzech pieśni ludu podobnie jako nasze nie przepomniały sokołów.
Dziewczyna woła:
„Sokole, biały ptaku, co latasz wysoko, czy mojego miłego nie ujrzałeś kędy”
SOKÓŁ
Widzę ja go widzę, w tem szerokiem polu, tam smutny usiada pod czarną topolą.
*          *          *
Zaśpiewaj sokole kiedyś ptak, pozdrów stokrotnie miłego,zapytaj go jak się ma, czy jest w tym żalu w jakim ja?
Albo owa znana piosnka, górali w Tatrach.
„Leciał sokół, zaleciał, aż na Kraków doleciał; nad Krakowem zaśpiewał, aż się Kraków rozlegał. Te krakowskie dziewczęta, nic nigdy nie robią, to sokoła posłuchają.”
Na wiosnę przez łowami podskubywano z pierza sokoły, aby lżejsze do lotu były. Sokołowi (mówi M. Rej Zwierzeniec stanów szlacheckich 1562) w bęben kołacą i mięsa dadzą, na wiosnę podskubią.
Myśliwiec w one czasy oprócz chartów i ogarów, musiał mieć sokoły, jastrzębie i rarogi. Gdy czytam „Uciechę” jaką miewano w XVI wieku u nas, widzę i łowy z tym ptakiem.
 
Więc i biedne ptaszęta pokoju nie mają,
Bo w wielkiej nieprzyjaźni z jastrzębiem mieszkają,
Nuż sokoły, rarodzy, i myślictwa inne,
Któremi polegają duszyczki niewinne;
Co wszystko dla uciechy, której i wysokie
Koła niebieskie służą, i wody głębokie.
 
Poeci nasi starożytni lubili sokola do porównań używać. Kasper Miaskowski 1622 r. mówiąc o wyprawie Władysława IV, wojownika tego nazywa rarogiem, a rycerzy „plemię sokole„. To znowu o mężnym, co wpada w szyki nieprzyjaciół, i uderza z chrzęstem zbroi.
 
Jako sokół spada do połowu,
Ogromnym dzwonkiem brzmiącym od ołowu.
 
Statut Litewski mówi: „Ktoby komu gniazdo sokole skaził, albo umyślnie komu sokoły pod gniazdem podkłół, albo z gniazda młode pobrał, zapłaci sześć rubli groszy.” To okazuje, jak wysoko cenili te ptaki, łowcy.
Sokoły Podolskie wielkich nóg i skrzydeł, gwilące głosem, wielce drapieżne, zwane Białozory (falco gryfalco) po rusku (krzeczot), używane także do myślictwa, w nie małej były cenie; niemi to łowiono długodziobe żórawie. Kiedy książe Zbarazki posłował do Turek w r. 1621 za Zygmunta III, w darze Sułtanowi ofiarował Białozory, co tak Samuel z Skrzypny Twardowski opisuje:
 
Cóż? gdy i białozory w szyszakach skórzanych,
Pod niebem ledwie tamtem podobno widanych:
Oni tak się składają, tak i strzygą pióry,
Jako gdy na żurawie przypadają z góry.
 
Raróg (falco buteo) był wyżej ceniony nad sokoła, dla swej rzadkości, skąd przysłowie: „rzadki jak raróg”. Dwa gatunki w XVI wieku używano w Polsce do łowów: 1) Raróg polak, czarnego a jarzębatego pióra. 2) Raróg krzeczot, rudego pióra. Wprawiano je w on czas jak sokoły, z tą uwagą, aby puszczone, z lotu wprost na rękę były wabione, a nie dosiadywały na ziemi. Chowano je na zimę w cichej komorze, a siadło (gdzie siedziały), obwijano pilśnią, sianem, albo i słomą. Gdy wielkie mrozy, w izbie ich nie parzyć, tylko tak ciepło utrzymać, aby sobie gardła zagrzały. Raróg i największego stłukł zająca***.
U nas (mówi T. Czacki) rarogi z błękitnym dziobem i nogami, używane były do polowania, od czasu żniwa aż do późnej jesieni.
Opaliński nauczyciel Zygmunta Augusta w liście do królowej Bony 1538 r. usprawiedliwia niedanie pozwolenia wychowańcowi swemu polowania rarogami, że te ptaki są najokrutniejsze w swoim rodzaju, porwane ptaki roździerają, a tak samego tylko okrucieństwa, w tem polowaniu uczyć się można.
Był przesąd że kukułka w jesieni zamieniała się w raroga lub jastrzębia, stąd ją o tej porze zabijano.
—————————————————————
 
Drzemlik’a liczono jako odmianę z rodziny rarogów, zaprawiano go na przepiórki i skowronki, szczególniej na żórawie. Kiedy na hasło przylatał, myśliwiec z żórawia martwego lub żywego robił łupież, rozciągał mu skrzydła, i na jego głowie karmił mięsiwem drzemlika. Gdy tak się zaprawił, wyjeżdżał lowiec z chartem do ptaków, gdzie upatrzone były żórawie; na poszczwane chartem puszczał drzemlika i uderzał w bęben, aby wyżej wzleciał, uderzał on wtedy na żurawia głowę, i zmuszał do spadnienia, ale myśliwiec winien strzedz, ażeby pochwycił żurawia nim padnie na ziemię, bo wtedy zedrze prędko z siebie drzemlika.
Tak samo jak drzemlik, układany był na małe ptaszki Kobus (kopiec). 
 
* Królem nazywają pana młodego.
** W czapkach, to jest w kapturach zasłaniających im oczy.
*** Myślistwo ptasze, w którem się opisuje sposób dostawania wszelakiego ptaka, k’temu przydane jest opisanie narodów ptaszych, y jakiego który.”
 
*            *            *
 
Źródło: Kazimierz Władysław Wójcicki, „Zarysy domowe„, 1842, Warszawa, drukarnia Max Chmielewskiego
 aDID3pGAp4xwsIoIiRJovIWZx8q6HHdq2ONWp9iy1
 
Sokół wędrowny, fot. Kamil Boberski   www.birdwatching.pl/galeria/uzytkownik/1240 

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij