Ogólne

Pisklęta rodzicom odbierane

W Rzeczpospolitej Ptasiej ostatnio robię to co najbardziej lubię. Po prostu ambasadoruję. Wyszukuję ludzi którzy na Spotkaniu z Rzeczpospolitą Ptasią w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie coś powiedzą, wniosą. Po prostu uświetnią imprezę. Takie Spotkanie w Wilanowie jest pierwsze i musi być udane!

Jedną z takich osób będzie na pewno dyrektor warszawskiego ZOO, Andrzej Kruszewicz. Do autora znakomitych „Ptaków Polski” zwykle piszę mail co trzy miesiące prosząc o zgodę na publikację fragmentu wspomnianej książki na blogu. Tym razem postanowiłem jednak zadzwonić. Rozmowa była bardzo miła i rzeczowa (w końcu rozmawiali się dwaj ambasadorowie). Stanęło na tym, że dyrektor zaszczyci Spotkanie swoją obecnością a ja mogę Wam zaprezentować fragment ze wspomnianej książki.

Z „Ptaków Polski” wybrałem dla Was fragment mówiący o zupełnie niepotrzebnym odbieraniu, przez niektórych ludzi, piskląt swoim rodzicom. Takim delikwentom wydaje się, że takiego młodzieńca ratują, a nawet na myśl nie przyjdzie, że zadają mu wielkie cierpienie…

Co roku do Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Ptaków, czyli „Ptasiego Azylu” w warszawskim ogrodzie zoologicznym trafia 20 -40 młodych, zupełnie zdrowych pustułek, głównie z terenu Warszawy. Kampania informacyjna w prasie, radiu i telewizji pomogła nieco zmniejszyć ich liczbę, ale i tak pod koniec każdej wiosny mamy istne zatrzęsienie telefonów o sokole, orle lub innym „bardzo rzadkim i wymagającym pomocy” drapieżniku. Ludzie dzwonią z pretensjami, że nikt nie interweniuje, nie przyjeżdża wozem strażackim i nie zdejmuje z gzymsu biednego, porzuconego przez rodziców ptaszka, który na pewno należy do gatunku chronionego, ginącego, któremu trzeba pomóc, a wy w tym zoo to nic nie robicie, nikt się nie interesuje losem biednego stworzenia itd., itp. Próby wytłumaczenia sytuacji i przekonania, by ptaka nie ruszać, bo tak to u pustułek jest, nie zawsze się udają. Niektórzy „wrażliwi na potrzeby przyrody” rzucają słuchawkami, dzwonią ze skargami do lokalnych gazet, wymuszają na straży miejskiej interwencję i w końcu sprawiają, że normalna, zdrowa, młoda pustułka zostaje odebrana rodzicom i trafia do sierocińca. Istną plagą są także późniejsze telefony z zapytaniami o losy „sokoła” dostarczonego przed tygodniem czy dwoma. Znów nie pomagają tłumaczenia, że mamy 20 lub 30 pustułek i nie wiemy, która jest skąd. Ponownie musimy wysłuchiwać pretensji, że nie prowadzimy ewidencji, że to wygodnictwo itd. Dodatkowym smaczkiem jest to, że w ten sposób trafiają do nas młode pustułki obrączkowane przez ornitologów z Instytutu Zoologii PAN w Warszawie. Pracownicy Instytutu odbierają je od nas zaraz po dostarczeniu przez np. straż miejską i odwożą do gniazda, z reguły w pobliżu miejsca, gdzie zostały znalezione. Co więc mamy potem opowiadać osobom dzwoniącym do nas z zapytaniem o sokoła przywiezionego przed kilkoma dniami, który przyleciał z Gdańska, bo miał obrączkę z napisem: Stacja Ornitologiczna Gdańsk, Poland i numer? Nie tracę nadziei, że po kilku latach apelowania za pośrednictwem mediów sytuacja ulegnie poprawie. Pewną szansę daje także akcja rozwieszania budek lęgowych dla pustułek, podjęta w niektórych miastach. W odpowiednich budkach pisklęta będą przebywały dłużej i rozpoczynały życie poza nimi lepiej rozwinięte. Będzie je też trudniej złapać. Jest to ważne także z tego względu, że nie wszystkie młode pustułki znalezione  przez ludzi trafiają w ręce ornitologów. Część bywa trzymana w domach, w klatkach, karmiona kiełbasą i świńskim mięsem, a dopiero gdy ta zabawa się znudzi, zostają podrzucone do „Azylu” lub wypuszczone na wolność, kompletnie oswojone, ze zniszczonymi piórami i nawykiem zjadania mięska z kurczaka podawanego w czerwonej miseczce. Naprawdę mamy takie przypadki! Bywa też też jeszcze gorzej, gdy młode pustułki karmione samym mięsem mają odwapnione, połamane kości nóg i skrzydeł, trafiają do nas z żądaniem wykonania operacji, bo ktoś im „uratował życie”, a teraz czas na was, weźcie się do roboty itd. Znamy też przypadek trzymania młodej pustułki w klatce, w pracowni biologicznej jednej z warszawskich szkół podstawowych!

Jak widzimy pomysłowość osób ratujących pisklęta bywa porażająca!

72vmcQEJkPqyerYdYSRl0bP0JjTD8uWcH9tNCNqY

Pustułki, fot. Henryk Kościelny   www.henrykkoscielny.pl 

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij