Ogólne

W cieniu mszarnego

Bez bicia przyznaję się, że dość niecnie pociąłem bardzo ciekawy post Macieja Kowalskiego. Zrobiłem to przede wszystkim z prozaicznej przyczyny: całość w jednym kawałku na „Plamce mazurka” by się nie zmieniła. Niedogodność tą postaram się na końcu nadrobić.

„Niewątpliwie jednym z najgłośniejszych wydarzeń ornitologicznych w roku 2010, stało się wykrycie przez zespół dra Marka Kellera, pierwszego w Polsce lęgu puszczyka mszarnego, w Lasach Sobiborskich na Lubelszczyźnie. Było to zarazem 15-te stwierdzenie tego gatunku w Polsce, a zaledwie 4-te poza Puszczą Białowieską. Po zarejestrowaniu tej informacji, nie byłem zapewne jedyną osobą w Polsce, która myślała o tym, jak by to było stanąć oko w oko z Wielką Szarą Sową – ptakiem dla mnie wręcz mitycznym. Wtedy nie myślałem jeszcze na poważnie o podjęciu poszukiwań, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, Lasy Sobiborskie to obszar o powierzchni niespełna 10 tysięcy ha i szukanie całkiem w ciemno nie wchodziło w grę. Nie można było też liczyć na żadną dokładniejszą informację o miejscach obserwacji – osoby biorące udział w badaniach nie puściły pary z ust, co zresztą ogromnie im się ceni i było jak najbardziej zrozumiałe. Postanowiłem zaczekać jak rozwinie się sytuacja, licząc na wzrost populacji lęgowej w roku kolejnym, w którym nie znaleziono jednak ani jednej pary lęgowej. Ale Lubelszczyzna nie pozwoliła o sobie zapomnieć. W międzyczasie zrodził się plan letniej ekspedycji na „drapole”, w ramach której można by szukać błotniaków stepowych, gadożerów, kurhanników, orzełków i innych wschodnich rzadkości. Pomysł zaczął się krystalizować wiosną 2012 roku, kiedy z różnych źródeł zaczęły wyciekać, niepotwierdzone wprawdzie informacje, o dobrym sezonie mszarnego: mówiono nawet o 8 parach lęgowych, z czego części w okolicach Włodawy. To już było coś. Pod koniec czerwca ustalił się termin (13-15 VII) i skład wyprawy: Marian Domagała, Krzysiek Ostrowski, Michał Zawadzki i ja. Na „mszarną” część wycieczki zadeklarowała się też grupa: Radek Gwóźdź, Paweł Malczyk i Wojtek Miłosz, z którymi mieliśmy spotkać się drugiego dnia. Wyruszyliśmy w nocy z 12 na 13 lipca, zapominając o konieczności mierzenia sił na zamiary i z nadzieją, że wiara góry przenosi.

 Rano nie budzą nas pioruny, ani ulewny deszcz łomoczący się o okna. O dziwo, nieśmiało przebija się słońce. Pakujemy już wprawdzie cały nasz ekwipunek do samochodu, ale postanawiamy lekko zmodyfikować trasę powrotną i jeszcze raz przejechać się asfaltową drogą przez Lasy Sobiborskie, z nadzieją, że coś uda nam się wypatrzeć z auta (w końcu mszarny nie jest taki mały, no nie?).

 Trudno mi wypowiadać się za pozostałych uczestników tego „safari”, ale podejrzewam, że nie było w nas za wiele wiary, w to co robimy. Chociaż, z drugiej strony, skoro tu przyjechaliśmy, delikatnie musiała się tlić nadzieja, która podobno umiera ostatnia. W każdym razie, decydującą rolę miał odegrać przypadek.

 Wspomniałem już, że otwarcie okna w aucie na kilkanaście sekund, skutkowało tym, że pojazd wypełniał się melodyjnym brzęczeniem gzów końskich. Zrezygnowaliśmy więc z wytężonego nasłuchu, poświęcając się głównie obserwacji przez szyby samochodu. Minęliśmy już miejsca, które penetrowaliśmy wczoraj, kiedy kilkanaście metrów od drogi, z podszytu poderwał się jakiś ptak, którego zauważyłem kątem oka. Stać! – zakrzyknąłem, z myślą o jarząbku, nie mogąc jednak zlokalizować ptaka, który znikał już między drzewami. Otworzyliśmy okna, żeby po krótkiej chwili przekonać się, że widzimy… paszkota. I nagle, z przeciwnej strony drogi, z głębi lasu, odezwał się… młody PUSZCZYK MSZARNY!!!

 W kilka milisekund wysypaliśmy się z auta i zaczęliśmy lornetkami przeczesywać las. Nie trwało to długo, kiedy Michał zauważył dorosłego ptaka! Zostawiamy na drodze otwarte auto i jak zahipnotyzowani ruszamy za głosem odzywającego się młodego, wpatrzeni jednocześnie w starego ptaka, który jest od nas jeszcze dość daleko. Nie wiem ile czasu zajęły nam te podchody, kiedy naszym oczom ukazały się dwa młode – jeden z nich był jeszcze mocno pokryty świeżym puchem, podczas gdy drugi wydawał się bardziej wyrośnięty. Po chwili zauważamy drugiego, dorosłego ptaka, który jest całkiem blisko i mierzy czterech intruzów srogim spojrzeniem. Każdy z nas ma duszę na ramieniu: znane są przypadki, kiedy dorosły ptak, broniąc młodych, atakował człowieka, pozbawiając go oka, lub dotkliwie kaleczył pazurami. Nikt z nas nie pomyślał o kasku, albo wiklinowym koszu na głowę. Uważamy, żeby nie znaleźć się między potomstwem, a jego rodzicami i nie sprowokować nerwowej reakcji tych ostatnich. W pewnym momencie, jeden z dorosłych ptaków, zerwał się z gałęzi i na naszych oczach zapolował, po czym bezszelestnie, niczym zjawa, odleciał w głąb lasu. Przemieszczamy się tak, żeby ustawić się za słońcem, cały czas obserwują co robi pozostały na miejscu rodzic. Chwile, które przeżywaliśmy, miały w sobie coś niesamowitego… Były wręcz mistyczne. Osobiście, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek z emocji nie mógł utrzymać nieruchomo aparatu. A tak było tym razem. Serce waliło mi dwa razy szybciej niż zwykle. Czy to z powodu respektu jaki czułem do puszczyka, który siedział kilkanaście metrów ode mnie, czy też zdałem sobie sprawę, że biorę udział w przygodzie, o której dziesiątki osób mogą tylko pomarzyć…

 Zdając sobie sprawę, że taka okazja nieprędko może się powtórzyć, przez kolejne pół godziny obserwujemy ptaki, już z dalszej odległości. Myślę, że dla każdego z nas, było to jedno z tych spotkań, które na zawsze zapadają w pamięć, w najdrobniejszych szczegółach.

 Lista ptaków stwierdzonych w czasie wyprawy (123 gatunki): łabędź niemy, łabędź krzykliwy, gęgawa, krzyżówka, cyranka, hełmiatka, głowienka, podgorzałka, czernica, kuropatwa, przepiórka, perkozek, zausznik, perkoz dwuczuby, perkoz rdzawoszyi, bączek, czapla biała, czapla siwa, bocian czarny, bocian biały, trzmielojad, bielik, gadożer, błotniak stawowy, jastrząb, krogulec, myszołów, kurhannik, orlik krzykliwy, pustułka, wodnik, zielonka, derkacz, kokoszka, łyska, żuraw, czajka, brodziec piskliwy, samotnik, łęczak, śmieszka, mewa białogłowa, rybitwa rzeczna, rybitwa białowąsa, rybitwa czarna, puszczyk mszarny, puchacz, gołąb miejski, grzywacz, siniak, sierpówka, turkawka, kukułka, jerzyk, dzięcioł zielony, dzięcioł czarny, dzięciołek, dzięcioł białogrzbiety, dzięcioł średni, skowronek, brzegówka, dymówka, oknówka, świergotek drzewny, pliszka żółta, pliszka górska, pliszka siwa, strzyżyk, rudzik, kopciuszek, pleszka, kląskawka, kos, kwiczoł, śpiewak, paszkot, strumieniówka, rokitniczka, łozówka, trzcinniczek, trzciniak, jarzębatka, cierniówka, gajówka, kapturka, świstunka leśna, pierwiosnek, mysikrólik, muchołówka szara, sikora uboga, czarnogłówka, sosnówka, czubatka, bogatka, modraszka, kowalik, pełzacz leśny, wilga, remiz, gąsiorek, srokosz, sójka, sroka, kawka, gawron, wrona siwa, kruk, szpak wróbel, mazurek, zięba, kulczyk dzwoniec, szczygieł makolągwa, krzyżodziób świerkowy, dziwonia, grubodziób, trznadel, ortolan, potrzos, potrzeszcz.

Wielkie podziękowania dla Marcina Przepiórki za pomoc w organizacji wyprawy – dzięki niemu nie błądziliśmy całkiem po omacku po południowej Lubelszczyźnie i nie zostaliśmy ostrzelani przy nieświadomym przekroczeniu zielonej granicy z Ukrainą ;)”


Tekst i zdjęcia Maciej Kowalski

Jeśli zdołałem kogoś zainteresować to zapraszam na „Lubelszczyzna w cieniu mszarnego – lipiec 2012”. Post ten pochodzi z naprawdę bardzo dobrego bloga „Birdaholic Diary”, którego autorem jest Maciej Kowalski.

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij