Ogólne

Sowa ze świątyni dumania

 Taki puchacz drzewiej jak był głodny, to nie dość, że upolować potrafił konia, to jeszcze dał radę go zjeść! Prawda, że takim zachowaniem wilka w ludzkiej skórze przypomina? Dziś czasy i puchacze już nie te, toteż pokarm tych sów składa się z drobnych i średniej wielkości ssaków i ptaków jak: jeże, wiewiórki, myszy, kuropatwy, wrony, łyski. Ale mocarzem w dalszym ciągu puchacz jednak jest, potrafi upolować sokoła wędrownego, jastrzębia czy kanię czarną.

Nie darzy sympatią puchacz kruka. Z wzajemnością. Jak puchacz dorwie opuszczone na chwilę gniazdo kruka, a będzie mógł, to możemy być pewni, że nie przepuści okazji do splądrowania. I odwrotnie będzie też. Owa antypatia nie brała się zapewne z tego, że oba ptaki służyły człowiekowi do kontaktów ze światem zmarłych. Schwytanego puchacza trzymano w domu, karmiono. Po czym uroczyście zabijano, prosząc jednocześnie o względy bogów.

Pewnie kruk sporo racji ma. Bo puchacza nie lubi żaden ptak. Już w „Ptakach krajowych” Władysław Taczanowski powiedział: „Wszystkie ptaki widoku puhacza nie cierpią; skoro go który wśród dnia zobaczy, zbliża się z krzykiem, na to zlatują się z różnych stron rozmaite ptaki, jako to: wrony, sójki, jastrzębie, orły i wszystkie drobne ptaszki, i natarczywie nań nacierają, niezważając wcale na sąsiadów i wspólników i zapominając wzajemnych obaw i nienawiści.” Ktoś pomyślał nad animozją pomiędzy puchaczem a resztą ptaków. Uwiązana sowa była wabikiem, łowione na klej były, bądź zabijane. Jedne w wyniku segregacji trafiały na stoły, inne, szczególnie te szkodne, po prostu były wywalane.

I jeszcze jedno. Swego czasu pasjonowały mnie średniowieczne zamki. Miałem kolekcję widokówek liczącą przeszło 100 sztuk. Nie wiem dlaczego nie interesowały mnie wówczas, jakże ważne w życiu człowieka, urządzenia sanitarne w zamku. Nie zadałem sobie wtedy nigdy prostego pytania: „gdzie rycerz robił kupę?” Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta” w latrynie, która mieściła się w gdanisku, gdzieniegdzie zwanym donżonem. Gdanisko to była, zlokalizowana przy fosie, wieża ostatecznej obrony. Umiejscowienie urządzenia sprawiało, że spłuczka nie była tu potrzebna. W taki oto sposób doszliśmy do sedna walk o zamki. Można było oddać wrogowi stajnię z wiernym rumakiem. Można było oddać w jego ręce alkowę z być może mniej wierną żoną czy też kochanką. Ale kibelka nigdy, chyba, że po trupie. Przejścia do latryny w malborskiej warowni strzeże puchacz, symbol mądrości. Na posiedzeniach w miejscach, gdzie nawet król na piechotę chadzał, powstawały i zapewne dalej powstają, wspaniałe, genialne wręcz pomysły. Znane określenie omawianego miejsca „świątynia dumania” nie wzięło się zatem tak z powietrza. Kto wie ile figurek puchaczy wiodło braci-rycerzy po licznych w średniowieczu zamkach do wspomnianych „świątyń”.

 

Puchacz, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl

Leave a Reply

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij