Opowieści Arkadiusza Szarańca

Zielona Biblioteka – Jerzyki nad Olsztynem

„Nie mógłbym sobie wyobrazić olsztyńskiej starówki latem bez jerzyków. Mało kto zwraca na nie uwagę, bo śmigają po niebie wysoko nad głowami ludzi, gdzieś pod chmurami. Ich ostry krótki świergot co chwila odbija się echem o mury zamku i znika odbijany przez mury kamieniczek w ciasnych uliczkach. Ten odgłos także znika w gwarze, jaki tworzy różnobarwny hałaśliwy tłum. Gdyby zniknął wraz z ptakami chyba też nikt nie zwróciłby uwagi. Tak samo nikt nie powiązałby innego zjawiska z faktem nagłego zniknięcia stada jerzyków. Mówię o pladze komarów i meszek, która by nagle spadła na całe miasto.

Każdy jerzyk zjada , a raczej połyka w codziennym pędzie ponad 20 000 owadów. Pamiętając o tym podczas najbliższego spaceru po Starym Mieście zatrzymajmy się na moment i popatrzmy w niebo. Spróbujmy – choć przez chwilę – policzyć te zawsze ruchome czarne sylwetki. Niełatwe to zadanie, a raczej zupełnie niemożliwe. Nawet nie ma sensu się starać, aby ludzkie oko objęło na jeden raz wszystkie poruszające z niezwykłą szybkością ptaki. Latają we wszystkie strony, ale stale powracają, toczą kręgi i robią nagłe błyskawiczne zwroty.

Ale zabawmy się w taką tabliczkę mnożenia wrażenia, której wynik każdy człowiek może jednak objąć swoją wyobraźnią – każdy jerzyk to wielkie stado owadów, które spadłoby na naszą ludzką skórę.

Jak się rzekło każdy jerzyk to wielki owadożerca. Musi, bo inaczej umarłby z głodu. Pochłania tego pokarmu jeszcze więcej, kiedy karmi swoje pisklęta. One też muszą dużo jeść. Kiedy przychodzą słotne i chłodne dni zapadają w dziwny stan uśpienia, w jakim potrafią trwać nawet i kilka dni. Co wtedy robią rodzice? Lecą całkiem niedaleko (jak dla jerzyków), bo nad Morze Śródziemne. Tam się najadają aż po samo gardło, aż po kąciki szerokiego dzioba – i powracają do swoich dzieci. I bardzo często wtedy zastają swoje pisklęta żywcem zamurowane. Słyszą ich słabnące piski i nic nie mogą zrobić.

Takie rzeczy robimy jerzykom (a także i kawkom, i sikorkom, i jaskółkom) my – „ludzie”.

 

Arkadiusz Szaraniec, tekst pochodzi z Miejskiej Biblioteki w Olsztynie

Jerzyk, fot. Mateusz Matysiak   www.mateuszmatysiak.pl

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij