Ogólne

Pomoc

W pierwszy dzień jesieni nie mogło zabraknąć puszczyka. Przyznaję, że historia opowiedziana przez Janka Rapczyńskiego bardzo mnie się spodobała. Na tyle, że odszukałem Autora na Facebooku aby poprosić Go o pozwolenie zaprezentowania jej na „Plamce mazurka”.

Pragnę zauważyć, że Janek jest nastolatkiem, a ruszył z pomocą młodej sowie profesjonalnie. Jednym z motywów pokazania „Pomocy” jest chęć uświadomienia jak należy prawidłowo jej udzielać. Bo odebranie piskląt rodzicóm, w imię niesienia im tejże pomocy, jest jednak zwykłym draństwem. Tłumaczenie „nieświadomością” jest nie na miejscu. Nikt z nas nie chciałby aby jego dzieci wychowywał zupełnie ktoś obcy:

We środę po szkole poszedłem „na wiosnę” do Arkadii. Śpiewały pięknie pierwsze muchołówki żałobne, kapturki, kosy, szpaki, piegże, rudziki… Nawet była tokująca parka nurogęsi, może nowy gatunek lęgowy dla Arkadii? Widząc, że oba dorosłe puszczyki są na widoku, czyli żaden nie jest w gnieździe wiedziałem, że albo młode właśnie wyszły, albo lęg stracony. Siedziałem pod dziuplami dość długo. Pierwsza poleciała samica, pięknie poleciała, jak na sowę przystało. Czekam i naglę słyszę głos, kochany głos, który ostatnio słyszałem wiosną zeszłego roku… Tak! Jest młody! Nawet pięknie widoczny pod światłem latarni, gdzieś tam odzywa się drugi. Nie chcąc niepokoić rodziców (samica już zaczęła jęczeć) poszedłem do domu. Wysłałem info o małych do kilku osób, na jedną listę. Następnego dnia wysłałem do kolejnych osób. Niestety wczoraj nie mogłem takiej informacji wysłać nikomu więcej… 20 kwietnia postanowiłem przed wypadem na Bagno Pulwy odwiedzić „swój” park. Na dzień dobry podchodzi do mnie pani z młodym puszczykiem w rękach i pyta co robić. Przejąłem puszczyka w swoje ręce widząc jak go trzymała, bo mogło się to dla niej słabo skończyć. Położyłem ptaka pod drzewem, zapytałem co się stało. Pani odpowiedziała, że na jej oczach kruki (wiadomo, że wrony) zrzuciły sówkę z drzewa, ale nie zdążyły wyrządzić żadnej szkody, młodzian zdrowy. Zadzwoniłem po tatę, bo jest wysoki. W międzyczasie inna pani przyniosła drabinę, przyszedł też inny dość wysoki pan. Gdy skład był pełny pokierowałem tatę i tego pana jak trzymać poprawnie ptaka. Pan wszedł na drabinę, potem na drzewo, tata na drabinę i podał puszczyka. Pan posadził go w najbezpieczniejszym miejscu jakie znalazłem i było w miarę dostępne, a także rodzice mogli malucha obserwować. Udało się! Wrony się odczepiły! Przed 19 tego samego dnia młodziaka już nie było… Jak się dowiedziałem od dwójki miejscowych, jakaś pani po południu zrobiła podobne zbiegowisko jak my rano, z tym że wzięła zdrowego puszczyka z bezpiecznego miejsca i zawiozła do Ptasiego Azylu pod pretekstem wypadnięcia puchacza z gniazda… :((( Już nikt sobie młodego puszczyka w tym roku w Arkadii nie zobaczy… Drugiego młodego wczoraj nie znalazłem, i Grzegorz Fedoruk, który był tam w piątek też chyba i nie widział i nie słyszał drugiego, obstawiam, że niestety spotkał go podobny los 🙁 Na zdjęciu główny bohater zdarzenia i ręce+kolana mojego taty. EDIT: Dostałem dwa maile, jeden od azylu, drugi od wolontariuszki. Jak to się zdarza, dostałem od osób trzecich błędną informację. Ptak został zgarnięty przez ECO Patrol w stanie ranny!!!


Puszczyk, fot. Janek Rapczyński   www.birdwatching.pl

Leave a Reply

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij