Opowieści Arkadiusza Szarańca

Akcja jeż

W dniu 08.05.2013 r. tuż po godzinie 22.00 na jezdni przy ul. Branickiego w Białymstoku, trzech białostoczan  jadąc samochodem osobowym zauważyli  jak to pędzący przed nimi  pojazd potracił  przebiegającego przez środek  jedni jeża. Sprawca  tego zdarzenia z piskiem opon pojechał dalej nie bacząc na  los biednego stworzenia, który jest pod prawną ochroną i pomaga środowisku w  zwalczaniu szkodników. Nasi wrażliwi  na los białostoczanie nie pozostawili na pewną  śmierć  rannego  jeża  leżącego na środku drogi. Od razu zrobili nawrotkę  i  ruszyli na pomoc zakrwawionemu i charczącemu stworzeniu, które korzystając z mroków nocy wyszło  pożerować  na łąkach leżących między ul. Branickiego i Ciołkowskiego. Była to  szybka akcja, ponieważ biedny jeż  leżał na środku drogi na białym pasie dzielącym jezdnie i w każdej chwili mógł   zostać zmiażdżony przez  auta jadące  od strony Dojlid  do centrum miasta. Półprzytomny jeżyk  został  ostrożnie położony do bagażnika. Zwijał się z bólu, krew tryskał z jego pyszczka. Widać było, że z każdą chwila schodził z niego życie. Aby uchronić go od niechybnej śmierci trzej białostoczanie ( dzwonił Leszek Skrodzki)  od razu zadzwonili do Oficera Dyżurnego KMP w Białymstoku, aby podał namiary telefoniczne  na czynne  gabinety weterynarii oraz do Stowarzyszenia ” Nasze  Jeże” w Białymstoku. Oficer dyżurny zaskoczony zaistniałą  sytuacją nie bardzo wiedział jak pomóc. Dzięki  prośbie, aby zajrzał do internetu udało się  ustalić telefon do prezesa  Stowarzyszenia „Nasze Jeże” ( tel. 602330355), który opiekuje się przy ul. Andersa 36 w Białymstoku nad chorymi i rannymi  jeżami. Mimo później pory białostoczanie odwiedzili kilka  gabinetów, większość była zamknięta ( dyżury mają do 22.00). Wykonano szereg  szybkich telefonów. Każda chwila   decydowała  o życiu rannego stworzenia. Pan z  Stowarzyszenia stanął na wysokości zadania zadzwonił do Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego tel. 85  743 6148/49 , gdzie pracujący tam  ludzie udzielili kompetentnej informacji.  Po  półtorej godzinie  walki o życie jeża  ratujący białostoczanie zostali skierowani do  Kliniki Małych i Dużych Zwierząt CANWET Michała Geniusz, Roberta Wojtacha w Białymstoku ul. Zwycięstwa 26B ( tel 085 6511542) . Po dotarciu na miejsce  okazała się, że w celu ratowania rannego jeża przyjechał  taksówka sam właściciel kliniki.  Pan lekarz weterynarz szybko i profesjonalnie podszedł do ratowania rannego jeża. Poddał leki przeciwbólowe, zatamował krwotok, podał kroplówkę. Stan jeża określił jako ciężki. Jeż trafił na zwierzęcy „OJOM”. Lekarz poinformował, że to noc będzie decydująca, czy jeżyk przeżyje, czy nie. Obrzęk głowy był znaczny, istniało podejrzenie, że jeżyk stracił oko. Po niecodziennej akcji  o jeża trzej białostoczanie odetchnęli z ulgą. Można powiedzieć, że egzamin z „wrażliwości” zdali na szóstkę. Ratując  życie bezbronnemu zwierzęciu jakim jest jeż  dali  przykład na to, że jeszcze w naszym kraju są ludzie, którym leży na sercu los małych stworzeń.  Z takich małych „bohaterskich czynów”  składa się układanka naszego życie. Gdyby każdy z nas  dostrzegał ból i cierpienie małych stworzeń z pewnością wszystkim  żyłoby się nam lepiej. 
Jeżeli widzi się ranne zwierze ( jeżę wschodnioeuropejskie żyją od 7-11 lat, dwa razy w roku mają porody, żyją w starych sadach, pod domami, tylko w nocy żerują, dlatego niewielu z nas wie jak wiele tych pożytecznych stworzeń pomaga nam zwalczać naturalnymi sposobami szkodniki). Wiosna to czas intensywnego żerowania jeży. Są wszędzie, bardzo dużo żyje ich w centrum miasta np. przy ul. Branickiego, Ciołkowskiego, Żabiej, Jurowieckiej. 
Ciekawostka tej samej nocy około godziny 1.00  białostoczanie zobaczyli przy ul. Częstochowskiej- Żabiej   przejechanego na miazgę jeżyka. Trzeciego  jeżyka zauważyliśmy  błądzącego przy ul. Jurowieckiej. Najpierw przebiegł przez  jezdnię, zaś później bezskutecznie próbował sforsować   ogrodzenia budowy. W celu zaoszczędzenia dalszego stresu przenieśliśmy go za ogrodzenie, aby  bezpiecznie przy Białce wyłapywał szkodniki. Aż trudno uwierzyć, że w ciągu 3 godzin w nocy spotkaliśmy, aż trzy jeże. Szkoda, że jeden jeżyk przegrał  z losem i stracił życie. W dniu 09.05.2013 r. okazało się, że  ranny jeż w CANWET    przeżył . Ma się dobrze. Rehabilituje się w Klinice. Jego stan jest stabilny. Jest szansa, że jeżyk ( fakt stracił oko) wróci do natury.
Trzej białostoczan, którzy podjęli tę dramatyczną walkę o życie rannego jeża na co dzień pracują na rzecz innych.  Jak widać nie tylko niosą  pomoc ludziom, ale także skrzywdzonym   dzikim zwierzętom.
Bez wątpienia  uratowano życie jeżykowi, który gdyby nie nasza bezinteresowna pomoc   zmarłby   w cierpieniach na środku jezdni przejechany przez  samochody. Warto zastanowić się jadać  w pobliżu   łąk i sadów, aby czasami nie skrzywdzić samochodami    przebiegających  przez jednię  jeży, które masowo giną pod kołami pędzących aut.
Na razie  jeżyk przechodzi rehabilitację  w Klinice Małych i Dużych Zwierząt CANWET przy ul. Zwycięstwa  26B w Białymstoku.   Śpi w dzień w klatce, zaś nocą zajada się  robakami podanymi na talerzyku przez pracowników CANWET.  Jak w pełni wróci do sił  wg zapewnień właściciela kliniki zostanie  wypuszczony w okolicy działki   lekarza. Tego jeża każdy może obejrzeć  w Klinice i podziwiać  z jaką troską  Klinika  zadbała o jego życie. Jako  ci, którzy uratowaliśmy jeża przed śmiercią chcielibyśmy  być obecni przy jego powrocie do natury – wypuszczeniu na łono natury. Może ktoś z redakcji zainteresuje się tym również.
Z opowieści    pana prezesa  ze stowarzyszenia  Nasze   Jeże  wynika, że   do ich  organizacji należy 85 członków w całej Polsce.  W 2012 r. uratowano w Polsce ponad 500 jeży.   Niestety wciąż zdarzają się   przypadki barbarzyństwa. Podobno kilka lat temu  dwóch nieletnich chłopców  w kraju  złapało jeżą, po czym grało nim niczym piłką. Jeżyk stracił życie. Na szczęście fakt ten został  zgłoszony policji i sprawcy zostali przykładnie ukarani  przez sąd.  Inny przypadek  przy ul. Ciepłej   pewien „łysy”   mężczyzna prowadził  na smyczy dużego psa. W pewnej chwili   zauważył on idącego jeża. Poszczuł   psa na bezbronnego jeża, którego wielki pies rozszarpał.  Co ciekawe nikt z przechodniów nawet nie zareagował.  ( przypadek zna  pan ze Stowarzyszenia). Z kolei gdzieś  w Polsce  bezmyślni rolnicy wypalali   łąki i jeż  stracił wzrok.
Jeż do końca życia  jako kaleka  musi żyć w schronisku. Problem jeży jest całkowicie zapomniany, albo przemilczany. A to bardzo pożyteczne zwierzęta aktywujące się nocą. Należałoby więcej o tym pisać i mówić i to od przedszkola, aby młodzież nie widziała  w jeżu  „dziwadła”, tylko naszego sojusznika w  walce z  szk
odnikami. Stowarzyszenie „Nasze Jeż” jest organizacją pożytku publicznego. Warto pamiętać o 1% podatku, który może uratować nie jednego jeża w Polsce.

Leszek Skrodzki (należę do PTOP)
skrobil@tlen.pl

W sieci historię odnalazł: Arkadiusz Szaraniec, który od siebie okrasił ją komentarzem:

Leszek Skrodzki, pozytywny wariat podlaski, pasjonat lokalnej tradycji zauważył jeża potrąconego przez samochód. WIdział co się stało, nie opuścił w potrzebie zwierzaka, który miotał się ,cały we krwi na poboczu. Zabrał go do kliniki w Białymstoku. Po 2 godzinach starań weterynarzy (chwała im za to!) jeżyk został opatrzony, poskładany i poszyty. Teraz już dochodzi do siebie. ŻYJE!!!! Ludzie – ludziska uważajcie na jeże i jak zauważycie takiego biedaka PORATUJCIE. One są silne i wytrzymałe, mogą wyjść z „agonii” – tylko trzeba im pomóc. 

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij