Ogólne

Myszołów i nie tylko

Myślę, że gdyby ktoś z sympatyków bloga chciał sfotografować naszego najpopularniejszego ptaka szponiastego, to „Myszołów  i  nie tylko” Jacka Wierzejskiego na pewno w tym pomoże.

 

 Wśród  ptaków drapieżnych w Polsce  najwięcej jest myszołowów ( ok. 70.000 par).

 Zrobić jednemu z nich dobre zdjęcie  nie jest taką prostą sprawą.

Tak się składa , że wielkość ptaka  wiąże się  z dystansem ucieczki ( to najmniejsza odległość, na którą zwierzęta pozwalają zbliżyć się swoim naturalnym wrogom, drapieżnikom lub człowiekowi w swoim siedlisku). Czym większy ptak , tym większy dystans. No może  bocian jest wyjątkiem.

 

Dobrym okresem na fotografowanie myszołowa jest zima. Mróz , gruba warstwa śniegu utrudniają tym ptakom zdobycie pokarmu. Bardzo chętnie korzystają z obfitej stołówki, w pobliżu której pobudowałem czatownię. Tylko tak można tego drapieżnika zwabić na dobrą odległość „strzału” migawką.  Należy jednak  pamiętać o tym,  że jak się zacznie karmić,   trzeba to robić systematycznie aż do końca zimy. Ptaki nie mogą, w ciężkich warunkach zimowych,  niepotrzebnie tracić energii, lecąc nieraz kilka kilometrów do pustej stołówki. Warto  też pamiętać  o wchodzeniu do  kryjówki  przed świtem, żeby nas ptak nie widział.

Teraz pozostaje tylko cierpliwie czekać na efekty.  Z tym jest różnie. Są dni, że aktywność pod czatownią jest ogromna. Ptaków bywa mnóstwo, są ciekawe akcje, walki o lepsze kąski, zaczepki,  naloty, podchody. Ale zdarzają się także zasiadki, nieraz kilkugodzinne , przy ostrym mrozie, że nie użyję się migawki.

 

Pamiętam taki dzień,  już po kilku zimowych miesiącach fotografowania myszołowów.

Mroźna , lutowa niedziela.  Na termometrze  -20 C.  Usiadłem w budzie już o 6 rano. Po trzydziestu minutach zaczęło świtać. Nic się nie dzieje. Na scenie pusto. Godzina mija za godziną. Mróz nie puszcza. Gorąca herbata tylko trochę ociepla organizm. Niech się cokolwiek  dzieje! Nic.

Migawka już chyba zamarzła. Wtedy zawsze mam dylemat. Kiedy wyjść? Teraz, czy jeszcze poczekać kilka minut. Może coś przyleci?  Tyle już siedziałem i co? Jechać do domu bez jednego zdjęcia? Po co wstawałem o 4-tej?  Co robić?       Na ogół wyznaczam sobie wtedy granicę.   Dobra , w samo południe wychodzę.

Nagle słyszę  kraa!, kraa!. Na scenie siadają dwa kruki. Pięć sekund później powietrze przecina dziwny szum. Przeleciał metr nad czatownią, tuż nad moim uchem. Usiadł na środku sceny. Rozejrzał się majestatycznie po okolicy. Cisza . Słyszę swoje myśli. Już , „strzelać” , czy jeszcze  poczekać aż się poczuje bezpiecznie?   Porwał mięso i wzbił się do góry.

Tak ,  to  był  on , król  naszych  drapieżników!  Bielik.

 

  Oczywiście,  zdążyłem  zrobić  zdjęcia. Niestety, tylko …  dwa.   Ale cieszyły więcej niż setki  innych.


Tekst i zdjęcia: Jacek Wierzejski

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij