Ogólne

Jacek Wierzejski „Chruściel wodny”

Tak  Jan Sokołowski  nazywał też wodnika.  Wodnik – Rallus aquaticus, jest go około 10 razy więcej niż  mniejszej zielonki, ale spotkać go na otwartej przestrzeni jest dużo trudniej.

Częściej można usłyszeć jego prosięcy kwik albo dostrzec charakterystyczny , czerwony, długi   dziób gdy przemyka w trzcinach. To dopiero jest skryty i bojaźliwy chruściel. Zaobserwowałem, że preferuję środowisko bardziej błotne z małą ilością wody. Przejął rewir po zielonkach, właśnie  kiedy stan wody się obniżył.

Pierwsze  jego pojawy na scenie to dosłownie 1 – 2 sekundy. Po prostu przebiegał otwartą przestrzeń z prędkością błyskawicy. I tu znowu pomocne okazały się larwy muchy domowej – musca domestica . Zwróciły jego zainteresowanie na chwilę wystarczającą aby zrobić  pierwsze zdjęcia. Takie były początki. Dalej był ostrożny i przy najmniejszym ruchu gnał w trzciny z przykurczoną głową.

Na szczęście po kilku wizytach przyzwyczaił się do dźwięku migawki a jeszcze bardziej do białych robaków. Do tego stopnia, że rano, po napełnieniu miseczki, nie zdążyłem wejść do czatowni a on już pałaszował robaki. Najwyraźniej mu bardzo smakowały bo pozwalał na długie obserwację. Także  mogłem zarejestrować na karcie wiele fajnych momentów z życia tego  kwiczącego  czerwonodzioba. Właśnie,  to kwiczenie bardzo do niego nie pasuje ale używa go  często, głównie do zakomunikowania, że to jego terytorium i on tu rządzi.

Przegania intruzów z rewiru bardzo energicznie. Raz byłem świadkiem spotkania dwóch samców. Stali naprzeciw siebie w dość bliskiej odległości, jak bokserzy po ważeniu.  Patrzyli sobie w oczy i przeraźliwie kwiczeli. Nabrzmiewa im wtedy pierś z której wydobywa się ten świński głos. Po chwili , ten co zagalopował się za daleko poszukując jedzonka dał dyla w trzciny.

 Śmiesznie też wyglądało karmienie pisklaków, które podobnie jak pisklę zielonek, wyglądają jak małe czarne pompony. Dorosły wodnik najpierw wynosił pojedyncze  robaki maluchom , które popiskiwały w trzcinach. Kursował w tę i z powrotem jak struś pędziwiatr. Za którymś razem z tatusiem wysypały się i pompony. Jeden, dwa, trzy…  naliczyłem siedem. A że nie potrafiły jeszcze same sięgać po robaki, to czekały grzecznie koło rodzica na swoją kolej.

Wodniki bardzo sprytnie manewrują w szuwarach. Mają tak spłaszczony tułów, że nie dotykają trzcin. Częściej przelatują głębszą wodę niż przepływają.

Choć widziałem dość śmieszną sytuację jak „mój” wodnik chcąc  szybko sprawdzić co mu dzisiaj przyniosłem, wyrwał na skróty i zapomniał  że tam nie ma gruntu, no i musiał pedałować. Dziwnie wyglądał w tej pozycji, taka mała kaczka z długim, cienkim dziobem.

 Niektóre osobniki zostają u nas na zimę, ale najlepsze  obserwację są wiosną. Także do zobaczenia w maju.

Nie tylko Francuzi poznali się na walorach smakowych ślimaków

Śpiew wodnika jest naprawdę oryginalny

W rdestach mu do twarzy 😉

Pływak przedni

Pojawia się pisklę


Happy family

Zdjęcia i tekst: Jacek Wierzejski

Leave a Reply

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij