Puszczańskie opowieści Karola Zuba

Wilczy żywot

Kilka miesięcy temu, na Facebooku, potoczyła się rozmowa na temat najbardziej znanych w Polsce wilków: Kazana i Vikiego. Znający je doskonale doktor Karol Zub obiecał, że opisze tych zwierząt w artykule.

Pomyślałem sobie wtedy, że piękną sprawą byłoby przedstawić ów artykuł na plamce:

Patrzę na dwa wilki biegnące przez łąkę w rozpryskach wody. Zapamiętałe w szaleńczej zabawie obijają się o moje nogi a po chwili kładą się zziajane na mokrej ziemi i liżą topiący się śnieg. Taki obraz dwóch moich „wychowanków” – Kazana i Vikiego – utrwalił się w mojej pamięci a także na starych taśmach wideo. Przed kilkoma dniami na Facebooku odżyły dawne wspomnienia i wraz z grupą kilku znajomych próbowaliśmy odtworzyć wydarzenia sprzed prawie 20 lat…

Szczenięce lata
Już nie pamiętam kto do Zakładu przyniósł informację o młodym wilku, który został zabrany z gniazda i był przetrzymywany w domu przez jakąś rodzinę z Hajnówki. Nikt nie chciał robić z tego afery i tylko od czasu do czasu któryś z moich kolegów zaglądał do tych ludzi dowiadując się o losy szczeniaka. Wilczek dostał imię głównego bohatera książki Jamesa Curwooda „Szara Wilczyca”. Warto w tym miejscu przypomnieć, że angielski tytuł tej książki to właśnie „Kazan” a jej kontynuacja to „Bari, syn Kazana” (chociaż w polskiej wersji był „Bari, syn Szarej Wilczycy”). Dopóki był mały i rozkoszny Kazan nie sprawiał problemów, ale kiedy podrósł jego właściciele zdecydowali, że jednak nie poradzą sobie z wychowaniem wilka i postanowili przekazać go do ZBS-u. I w taki właśnie sposób gdzieś pod koniec września 1993 roku Kazan pojawił się w Białowieży a ja stałem się jego głównym opiekunem. Do moich obowiązków należały codzienne spacery i karmienie. Wilk zamieszkał w ocieplanej budzie, umieszczonej w obszernej wolierze na tyłach Zakładu.
Problem karmienia wilka, zjadającego dziennie kilka kilogramów mięsa, udało się rozwiązać dzięki uprzejmości Tomka Werkowskiego, który co kilka dni dostarczał wnętrzności ustrzelonych jeleni i saren. Na szczęście był to szczyt sezonu polowań, więc nie było problemów z zaopatrzeniem. Zimą trafiała się też jakaś żubrzyna z odstrzałów redukcyjnych a w ramach uzupełnienia diety Kazan dostawał jeszcze twaróg. Nigdy nie dał się namówić na żadne psie jedzenie a z dziczyzny najbardziej lubił żołądek i jelita, natomiast płucka i serce zjadał w ostateczności. Większe kości i nadmiar mięsa były najczęściej zakopywane w różnych zakamarkach woliery. Podpatrzyłem wówczas zachowanie, które zapewne znają wszyscy właściciele psów. Kazan wykopywał dołek na resztki jedzenia przy pomocy łap, ale już zasypywanie i uklepywanie ziemi odbywało się z użyciem pyska i nosa. Ubocznym skutkiem karmienia Kazana twarogiem była jego pozytywna reakcja na szelest plastikowych torebek, w których przynosiłem jedzenie. W późniejszym czasie zdarzało mu się ściągnąć komuś torbę z pleców, po to aby dobrać się do kanapki albo innego przysmaku ukrytego w reklamówce.
Początkowo spacery odbywały się wyłącznie na smyczy i w kolczatce, gdyż pomimo młodego wieku wilk był bardzo silny. O jego możliwościach przekonałem się kiedy Kazan postanowił zapoznać się bliżej z jamnikiem państwa Pucków. W tym momencie stanęła mi przed oczami wizja ulubieńca mojego szefa znikającego w paszczy wilka, co mogło być początkiem końca mojej kariery w Zakładzie. Niewiele myśląc rzuciłem się więc całym ciałem na Kazana i przygniotłem go do ziemi, ale jedynie resztkami sił udało mi się go utrzymać w miejscu. Na szczęście kilka chwil wystarczyło, aby pani Michalina zniknęła ze swoim ulubieńcem za drzwiami wejściowymi mieszkania. Po tej przygodzie Kazan na teren Zakładu zawsze był wprowadzany na uwięzi.
Po kilku wyjściach zauważyłem, że Kazan wcale nie ma zamiaru uciekać i choć z pewnymi obawami zacząłem go puszczać wolno. Okazało się, że jest bardziej przywiązany do ludzi niż pies i nawet wchodząc do lasu nigdy nie znikał z pola widzenia. W czasie spacerów zauważyłem pewną prawidłowość. Dopóki szliśmy drogą Kazan posłusznie biegł obok, kiedy jednak tylko schodziliśmy na łąkę lub zatrzymywaliśmy się było to sygnałem do zabawy. Wówczas wilk skakał przednimi łapami na moje ramiona, gryzł za ręce i łydki, ale wszystko to robił bardzo delikatnie. Podczas wspólnych wycieczek Kazan miał możliwość zobaczenia innych zwierząt, które zazwyczaj reagowały paniką na jego widok, szczególnie krowy i konie. Pewnego dnia na środku łąki natknęliśmy się na kota. Stary wyga musiał mieć już wiele razy do czynienia z psami bo natychmiast rzucił się na Kazana, wpił mu się zębami i pazurami w szyję, po czym odskoczył. Po tym bolesnym doświadczeniu wilk już nigdy nie próbował zaznajomić się z kotem. W czasie spacerów spotykaliśmy też wielu ludzi, którzy nawet nie podejrzewali, że mają do czynienia z wilkiem. Tylko pan Wincenty Nieroba stwierdził kiedyś, że ten pies ma taki wilczy wygląd, podczas gdy dla innych ludzi był po prostu zwykłym owczarkiem. Być może wynikało to z nietypowej barwy oczu Kazana, które były ciemne, piwne, podczas gdy u innych wilków są żółte. W pewnym momencie stało się to źródłem wątpliwości co do pochodzenia Kazana, jednak przeprowadzone kilka lat później badania genetyczne potwierdziły, że był on prawdziwym wilkiem z Puszczy Białowieskiej. Z czasem coraz więcej ludzi zaczynało dowiadywać się o oswojonym wilku z Białowieży, ale prawdziwa kariera Kazana zaczęła się, kiedy pod koniec listopada 2003 Adam Wajrak opublikował w „Gazecie Wyborczej” artykuł pod tytułem „Tańczący z wilkami”.


Co dwa wilki to nie jeden
Któregoś zimowego poranka obudził mnie telefon od pana Zbyszka Krasińskiego, który zapytał mnie czy przypadkiem Kazan nie uciekł z zagrody, bo właśnie za oknem widzi jakiegoś wilka, który próbuje dobrać się do słoniny wywieszonej dla sikorek. Okazało się jednak, że Kazan spokojnie śpi w swojej budzie a w moim życiu pojawił się drugi wilk o imieniu Viki. Podobnie jak Kazan on też został wybrany z gniazda jako szczenię i również trafił do Hajnówki. Jego opiekunowie nie mieli zamiaru się go pozbywać, ale zmienili zdanie kiedy Viki zaczął zabijać psy sąsiadów. Niestety taka jest wilcza natura. Ponieważ nie za bardzo chcieliśmy przyjąć drugiego podopiecznego, któregoś dnia wilczek został po prostu podrzucony do Parku Pałacowego i tak trafił do Zakładu. Viki był w znacznie gorszej kondycji niż Kazan i ciągle był głodny. Pewnego dnia podczas karmienia nie zachowałem wystarczającej ostrożności i wraz z kawałkiem mięsa szczęki Vikiego zamknęły się na moim palcu. Na szczęście zachowałem spokój i powoli wilk zwolnił uchwyt, pozwalając mi na oswobodzenie ręki. Po tym wydarzeniu na wiele tygodni pozostała mi pamiątka w postaci schodzącego paznokcia.
    W tym czasie do Białowieży zaczęli zjeżdżać fotograficy i miłośnicy zwierząt z całej Polski, aby chociaż chwilę móc pobyć z prawdziwymi wilkami. Oba zwierzaki, ale Kazan w szczególności, stały się ulubieńcami mediów. Pojawiały się w programie „Animals”, w „Przyrodzie Polskiej”, w „Zwierzakach” i oczywiście w „Gazecie Wyborczej”. Kazan zagrał także w „Tętnie pierwotnej puszczy” Jana i Bożeny Walencików. W marcu 1994 roku zjawili się w Białowieży Janusz Korbel i Sabina Nowak z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, którzy właśnie w tym czasie rozpoczynali kampanię na rzecz objęcia wilka ochroną gatunkową. Wspólny spacer  z Kazanem i Vikim utwierdził ich przekonaniu, że wilki są pięknymi zwierzętami, zasługującymi na bezwzględną ochronę a moje pupilki stały się, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, „twarzami” ich kampanii. Kazan odegrał wówczas ogromną rolę w kreowaniu pozytywnego wizerunku wilka przez media, dzięki czemu już w 1995 roku gatunek ten został objęty ochroną na większości terytorium Polski, z możliwością kontynuowania odstrzałów jedynie w ówczesnych województwach krośnieńskim, przemyskim i suwalskim. Z czasem wilk przestał być gatunkiem łownym i został objęty całkowitą ochroną.
    Byłbym niesprawiedliwy twierdząc, że sam wychowywałem Kazana i Vikiego. Odwiedzających było tak dużo, że na zmianę wraz ze Staszkiem Śnieżko, Henrykiem Okarmą i Włodkiem Jędrzejewskim oraz innymi kolegami z Zakładu chodziliśmy z wilkami na krótsze lub dłuższe spacery i wycieczki, zawsze w towarzystwie grupki wielbicieli naszych podopiecznych, a również dziennikarzy, fotografików i filmowców. Czasami próbowaliśmy przewozić wilki samochodem, ale Kazan źle znosił podróże  i któregoś dnia nasz kierowca, pan Władek Lickiewicz zapowiedział kategorycznie, że więcej nie będzie sprzątał Nyski zapaskudzonej przez wilki.
Od momentu pojawienia się kolegi Kazan stracił praktycznie zainteresowanie ludźmi, dzięki czemu spacery przestały być pasmem nieustających potyczek z rozbrykanym wilkiem. Na szczęście oba zwierzaki wykazywały niepohamowaną potrzebę ruchu więc nie było końca gonitwom, pozorowanym atakom, zasadzkom i zapasom. Pomimo zimowej aury wilki wprost uwielbiały wodę i nie ominęły żadnej kałuży, przez którą można było przebiec lub się w niej ochłodzić. Siły miały wprost niewyczerpane i po krótkiej chwili odpoczynku i tarzania się w śniegu były gotowe do kolejnych harców. Zmęczone i zadyszane wyglądały jednak jakby ciągle się uśmiechały. Najbardziej traumatyczne były jednak powroty do klatki. Viki był wiecznie głodny, więc wystarczyło wrzucić mu kawałek mięsa do woliery i już był w środku. Kazan był znacznie bardziej uparty i musiałem ciągle wymyślać nowe podstępy, aby zwabić go do zagrody. Nieraz przez długie godziny siedziałem w środku klatki patrząc błagalnie na wilka leżącego przed wejściem i modląc się, aby wreszcie zdecydował się wejść.


Czas rozstania
Od początku było jasne, że pobyt wilków w ZBS-ie jest tylko czasowy, gdyż nie mieliśmy warunków ani możliwości do ich dłuższego przetrzymywania. Poza tym kierownictwo Zakładu coraz bardziej niechętnie tolerowało długie godziny spędzane przez pracowników na opiece nad wilkami. Wczesnym latem 1994 podjęto postanowienie o przekazaniu wilków do Rezerwatu Pokazowego Zwierząt a mnie przypadło niewdzięczne zadanie wcielenia tej decyzji w życie. Któregoś ranka poszedłem z wilkami na długi spacer i kładką „Żebra Żubra” dotarliśmy do Rezerwatu. Tam Kazan i Viki obejrzały sobie woliery, w których miały być umieszczone i zapoznały się ze swoimi przyszłymi opiekunami. Z następnej wycieczki wróciłem już niestety sam…
    Viki bardzo szybko został zabrany z Białowieży do zwierzyńca w Białymstoku a stamtąd trafił do Stobnicy, gdzie znajduje się Stacja Doświadczalna Katedry Zoologii Akademii Rolniczej w Poznaniu, pod opiekę prof. Bereszyńskiego i jego współpracowników. Natomiast Kazana jeszcze przez wiele miesięcy wyprowadzałem z rezerwatu na spacery i przeżył tam wiele przygód, m. in. spotkanie z dyrektorem WWF, którego zaszczycił ugryzieniem w rękę, sesję zdjęciową z filmowcami ze Szwajcarii i ucieczkę zakończoną w Nieznanym Borze, gdzie chciano wcielić go do armii. Ta ostatnia historia stała się natchnieniem dla pana Piotra Gagana z Hajnówki, który namalował obraz „Pieśń o Kazanie”. To jednak temat na inną opowieść.

Kazan żył w Rezerwacie Pokazowym do lipca 2001 roku, kiedy to zginął od ran odniesionych w walce z innym wilkiem, wpuszczonym do wspólnej zagrody. Viki przeżył go o 6 lat, osiągnąwszy dosyć sędziwy wiek, jakiego zazwyczaj nie dożywają wilki na wolności.   


Unikalne zdjęcia Kazana autorstwa Adama Wajraka można zobaczyć w internetowej galerii pod adresem http://www.encyklopedia.puszcza-bialowieska.eu/kazan1/galeria.html, natomiast fragmenty filmów wideo z Kazanem i Vikim na profilu facebookowym autora artykułu (http://www.facebook.com/profile.php?id=1827758852). 

Tekst Karol Zub, zdjęcia Adam Wajrak.

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij