Ogólne

Kawczątko

„Ptaki” Hitchcocka oglądałem dawno. I wcale nie sugeruję się nimi w poniższej opowieści.

O tym, że kawkom nie jest obojętny los obcych kawcząt wiem nie od dziś.

Przypomnę też historię ze swojej starej notki:

„Ptaki z desperacją ruszyły na chłopca, który usiłował zabrać kontuzjowaną kawkę do domu dla jej wyleczenia. Rwetes jaki uczyniło spore stado spłoszył skutecznie niedoszłego obrońcę niepełnosprawnych kawek. Nieświadome intencji młodego człowieka kawki zapamiętały go dokładnie, a antypatia do niego przechodziła z… pokolenia na pokolenie. Robiły mu awantury, jak tylko go wypatrzyły w okolicy nawet gdy skończył… 60 lat!”

I co? Ładna historia? No to posłuchajcie jaka wczoraj spotkała mnie:

Wychodzę na podwórze. Słyszę podekscytowane głosy kawek. Nagle jedna z nich podlatuje blisko mnie i odzywa się nie „po kawczemu”, ale wręcz kracze! Po chwili już są dwie. Patrzą na mnie, szyje im się wydłużają i… kraczą. Domyślam się co za epitety z ich gardeł lecą w moim kierunku.

Po kilku minutach jest już kilkanaście kawek. „Mamuniu, >Ptaki Hitchcocka< skończyły się dobrze, czy też ktoś został zadziobany na amen” – zastanawiam się i… zmykam do domu.

Gdy wychodzę ponownie historia się powtarza. Chowam się przed rozsierdzonymi kawkami za rogiem domu, ale to jest dla nich igraszka. Odnajdują mnie i dalej kraczą! „Noż kurna, a ja zawsze o kawkach tak ciepło pisałem” – sobie myślę i wycofuję się z powrotem do domu. W trakcie tej strategicznej operacji orientuję się, że kilka kawek zdecydowało się pikować nad moją głową!

Gdy decyduję się na trzecie wyjście wpadam na pomysł szukania pisklęcia. Po dwóch, trzech minutach grozi mnie zez rozproszony. Jednym okiem zerkam na ziemię, drugim na ponownie pikujące ponownie kawki. Cieszę się, że kawka to nie puszczyk (na przykład uralski), czy kwiczoł. Zastanawiając się co byłoby gorsze: być podrapanym czy osranym upaćkanym, spieprzam do domu!

Takie kwiczoły to potrafią kruka tak upstrzyć, że ten traci zdolność latania.

Następne próby kończą się podobnie. Czyli moją wielką radością, że nie drapią i paćkają. Pisklaka nie ma, a to wyjaśniałoby sprawę. Najwyraźniej jakaś cholera paskuda musiała mnie zdrowo obgadać i ptaki mnie nie lubią. Czy to będzie już zawsze?

Patrzę przez okno i się zastanawiam. Nie paćkają, nie drapią, wyzywają, ale za to w nieznanym mi języku. Nie jest źle.

Dobrze też. Co ja im zrobiłem, że tak mnie nie lubią?

Na płot siada kawka. Po chwili, druga, trzecia… Rozglądam się zastanawiając co się dzieje? I nagle dostrzegam młode kawczątko. Wylazło gdzieś z zakamarka i najwyraźniej postanowiło przejść się na spacer. Pewnie musiało wypaść z gniazda. I to raczej szczęśliwie nie doznając kontuzji.

Zza okna doszedł do mnie kawczy rwetes, a we mnie wstąpiła otucha, że może jednak już nie będą tak na mój widok się wydzierały.

Kawka w obiektywie Maecina Perkowskiego   www.ptaki.fotolog.pl

Leave a Reply

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij