Ogólne

Jak w życiu – nie każda historia kończy się happy endem

Smutna historia dziś na plamce, ale i piękna zarazem. Kibicowałem w sobotę 4nt i krogulcowi. I boleję, że za słabo. Niemniej cieszę się, że takiej wrażliwości, jak właśnie 4nt, ludzie na plamkę wchodzą.

„Mieszkamy w mieście, na osiedlu, które graniczy z polami i dość dużym parkiem – dalej już tylko wsie i trochę lasów. W sobotę – jak zwykle z resztą – wybraliśmy się z mężem na zakupy. Zrobiliśmy małe tournee po sklepikach. Dreptaliśmy sobie miło konwersując, gdy kątem oka zauważyłam jak coś wskakuje pod duży iglak rosnący przy chodniku. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy: „co tu robi kuropatwa?” Wystarczył jednak jeden rzut oka i pomiędzy gałązkami zobaczyłam piękne żółte oczy. Pod drzewem siedział krogulec. Każdy znający chociaż trochę zwyczaje ptaków wie, że taki drapieżnik nie ma w zwyczaju skakać po chodniku i przesiadywać na trawniku. Najpierw zrobiłam zdjęcie – pomyślałam, że może ogłuszony o jakąś szybę biedak schował się na chwilę i zaraz sobie poleci. Podeszłam bliżej i kiedy stałam już pół metra od niego zaczęłam podejrzewać, że to coś poważniejszego. Krogulec się nie ruszał – obserwował mnie, ale nie odlatywał. Zdecydowałam się podejść jeszcze bliżej i zobaczyć, czy nie jest ranny. Krogulec jednak dał dyla pod zaparkowany obok samochód. Powiedziałam mężowi, że nie ma mowy – tego zwierzęcia tak nie zostawię. Zaczęłam ganiać biednego ptaka po ulicy, między samochodami aż w końcu udało mi się z pomocą mojej drugiej połowy złapać go pod blokiem. Zrobiłam niezłe widowisko, ale udało się. Krogulec trochę pokrzyczał, był wystraszony, a ja miałam poziom adrenaliny wysoki jak nigdy. Zabrałam go do domu.

W mieszkaniu, krogulca umieściliśmy w kartonie. Nie mam doświadczenia z obchodzeniem się z tymi delikatnymi stworzeniami, nie chciałam więc nim przewracać na wszystkie strony – obejrzałam go na tyle, na ile mogłam i stwierdziłam, że nie krwawi i wygląda całkiem dobrze. Natychmiast usiadłam do komputera i zaczęłam szukać pomocy. Na pierwszy ogień poszedł Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu – telefon z pytaniem, gdzie znaleźć pomoc w mojej okolicy. Jak wiesz – zaraz też odezwałam się do Ciebie, Krogulcu. Zaczęłam dzwonić w różne miejsca. W końcu po prawie czterech godzinach udało mi się umówić na następny dzień z leśniczym prowadzącym ośrodek dla dzikich zwierząt. Krogulec próbował się wydostać z kartonu, w końcu jednak – gdy zrobiło się ciemno – pogodził się z losem i siedział cichutko. Nie muszę chyba mówić, że miałam problemy z zaśnięciem – tak bardzo się martwiłam o poturbowanego zwierzaka.

Na drugi dzień odkryłam, że krogulec zjadł mięso, które dostał ode mnie dzień wcześniej, wyglądał dobrze. Kiedy mąż wymieniał mu gazety w pudle, ptak bacznie go obserwował. Trzymałam w rękach to kruchutkie stworzenie, gadałam do niego żeby się nie bał – miałam wrażenie że słucha. Popatrzył mi głęboko w oczy i zrobiło mi się dość dziwnie. Zapakowaliśmy krogulca do jego tekturowego domku i zawieźliśmy do leśniczego.



Leśniczy okazał się sympatycznym, miłym człowiekiem – wyjął umiejętnie naszego pacjenta z pudełka i pierwsze co zrobił to zajrzał mu pod skrzydła. Niestety – naszym oczom ukazało się otwarte złamanie.  Złamanie było tak perfidne, że nie krwawiło i nie mogłam go wcześniej zobaczyć. Zrobiło mi się smutno (mało powiedziane). Byłam wcześniej uprzedzana, że to najbardziej prawdopodobna opcja. Wiedziałam, że z takim złamaniem nasz krogulec (tak – on już był „nasz”) nie da rady dojść do formy i normalnie żyć. Trzeba było go uśpić. Nie muszę chyba mówić, że to był najsmutniejszy weekend w całej mojej ptasiej „karierze”. Nie jestem specem, ani znawcą – ja tylko dokarmiam ptaki i je kocham, jak wszystkie inne zwierzęta. Wiem, że więcej zrobić nie mogłam. I wiem, że gdybym kiedyś znalazła się w podobnej sytuacji zrobiłabym dokładnie to samo.

Cała historia sprawiła, że dowiedziałam się jak mniej więcej wygląda interwencja w sprawie takiego ptaka – zastrzegam, że mogłaby wyglądać inaczej gdyby to nie był weekend. Telefony, telefony, telefony: zoo, urząd miejski, wojewódzki, weterynarz, ornitolog, specjalista bociani, ośrodek w Przemyślu, ptasi azyl, w końcu – przyjaciele, znajomi i rodzina. Wszyscy pomogli i w dużym stopniu przyczynili się do tego, że krogulec trafił do leśniczego w naprawdę ekspresowym tempie. Jestem wszystkim bardzo wdzięczna i z całego serca dziękuję.

Tobie, krogulcu14 😉 dziękuję również i życzę, żeby plamkowicze – ludzie o wielkim sercu (wiem, bo czytam komentarze:))  mieli w sobie dość determinacji i siły, by dać radę i nieść pomoc w takich sytuacjach, jak powyższa.”

Zdjęcia i tekst 4nt

Leave a Reply

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij