Ogólne

Smak wolności

Przyznam, że jak mam ochotę na poprawę wiary w człowieka, to zaglądam na stronę Ośrodka Rehabilitacji Zwierzą Chronionych w Przemyślu. Miło mi donieść, po ostatniej tam wizycie, że kolejny bielik nie poszedł do nieba. Jeszcze niejednemu człowiekowi oczy pocieszy swoim widokiem na tle wspomnianego właśnie… nieba.

Tak na marginesie. Jestem ciekaw ile zwierząt, jakich gatunków, zawdzięcza swoje dalsze życie ekipie przemyskiej lecznicy. A może ktoś prowadzi statystyki?

„Wypuściliśmy pięknego  Bielika, który trafił do nas na początku grudnia. Znaleziono go w ciężkim stanie w okolicy Oleszyc koło Lubaczowa. Słaniającego się ptaka dostrzegli pracownicy miejscowego nadleśnictwa. Podejrzewaną przez nas przyczyną – co nie jest rzadkie wśród trafiających do nas poszkodowanych ptaków drapieżnych – było zatrucie. To już trzeci taki przypadek wśród Bielików, z którymi mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku. Wstępna diagnoza po przybyciu pacjenta do naszego ośrodka potwierdziła wcześniejsze  obawy. Paraliż kończyn oraz wyniki badania krwi utwierdziły nas definitywnie. Możemy tylko przypuszczać w jaki sposób substancja dostała się do organizmu Bielika, niemniej najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się tutaj zjedzenie przez wygłodniałego ptaka padliny lisa, który sam  zdechł z powodu spożytej trucizny. Zastosowaliśmy niezbędne w takich sytuacjach specjalistyczne leczenie – bardzo ważną rolę w tym wypadku odgrywał czas. Szybka reakcja, odpowiednie leki,  częste nawadnianie, filtrowanie i całodobowa opieka okazały się skuteczne. Po dwóch dniach intensywnej kuracji widać było już znaczną poprawę – paraliż ustępował. W kolejnym tygodniu bielik coraz szybciej odzyskiwał formę. Dzień, kiedy karmienie na siłę stało się już zbędnym, gdyż samodzielnie zaczął spożywać podrzucane mu ryby, był dniem, który upewnił nas w tym, że stan drapieżnika ustabilizował się i nasz podopieczny zdrowieje. Mogliśmy przenieść go do zewnętrznej woliery, aby tam nabrał utraconej podczas rehabilitacji kondycji. Kiedy ptak odzyskał formę, nadszedł czas pożegnania. Uwidoczniło się jego drapieżne usposobienie. Dalsze przetrzymywanie go groziło poobijaniem skrzydeł i lotek, czego konsekwencją byłaby znacznie dłuższa rehabilitacja. Styczniowa odwilż i długo utrzymujące się dodatnie temperatury okazały się odpowiednią okazją do wypuszczenia go, której nie mogliśmy zmarnować. Ptak odzyskał wolność tam, gdzie wypuszczamy wszystkie Bieliki – nieopodal obfitych w pokarm stawów rybnych w okolicy Starzawy. Tak powszechne wśród drapieżników, zwłaszcza tych ptasich przypadki zatruć są jednymi z najtrudniejszych do leczenia, dlatego każdy orłan, którego uda nam się przywrócić naturze jest dla nas osobistym, bezcennym sukcesem.”    Tekst Jakuba Kotowicza

Wypuszczanie bielika w obiektywie Iwony i Pawła Czadowskich   www.orzw.pl

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij