Ogólne

Pepo

Na Święta Wielkanocy prezenty zwykle są przynoszone przez zająca. Na Plamce prezentem dla Was będzie malutka, ale jakże piękna, część „Ptaków Polski” doktora Andrzeja Kruszewicza. Opowieść o orle przednim jest pełna ciepłego humoru, ale zarazem pouczająca. Jak osoby, które znalazły takiego ptaka (przypominam 30-35 par lęgowych na całą Polskę), mogły nie przekazać od razu specjalistom?
 
Jak trudne życie ma młody orzeł, mogłem przekonać się osobiście. Jesienią 2001 roku do Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Ptaków w warszawskim ogrodzie zoologicznym trafił taki osobnik, który od maja był pod opieką ludzi. Znaleziono go na drodze w Bieszczadach, po czym trzymali go najpierw leśnicy, a potem lekarz weterynarii z Bieszczad. Ptak nie miał okazji ćwiczyć się w lataniu ani polowaniu, a karmiono go padłymi kurami. Kiedy trafił w moje ręce, wyraźnie bał się latania i nie wyobrażał sobie innego pokarmu niż kura. W związku z tym zdarzyła się zupełnie groteskowa sytuacja. Po jego kilkudniowej głodówce, gdyż dostawał tylko rozpłatane króliki, których nie chciał jeść, zmiękłem i poprosiłem jednego z początkujących pielęgniarzy, by przyniósł z fermy kurę. Ten sprawił się znakomicie i wpuścił do woliery orła żywą kurę. W środowisku miłośników zwierząt w ogrodzie zoologicznym to zbrodnia: nie podaje się żywych zwierząt drapieżnikom (z wyjątkiem węży), by nie narażać ich na zbędne cierpienia. Na dodatek był to listopadowy, mroźny poranek, a kura z ciepłej fermy, z rozległymi ubytkami upierzenia. Wpadłem więc zdenerwowany do woliery z orłem i cóż widzę? Nieco zdziwiony orzeł siedzi na drągu, a pod jego skrzydłem wciśnięta mu pod pachę, grzeje się kura, zupełnie zadowolona z życia. Pozwoliłem jej żyć dalej. Daliśmy ogłoszenie, że oddamy kurę po przejściach w dobre ręce, opisaliśmy jej przygodę i mimo że była brzydka, oskubana i ruda, bardzo szybko zabrała ją do domu pewna dziennikarka z Sosnowca, gdzie kura żyje po dziś dzień szefując niewielkiemu stadu.
Dalszą rehabilitację tego zupełnie oswojonego orła, bojącego się latania i żywych zwierząt, trzeba było prowadzić pod okiem doświadczonego sokolnika. Ptak trafił do Grzegorza Dzika na lotnisko Okęcie, gdzie do ćwiczeń w lataniu jest dość przestrzeni, nawet dla ogromnych boeingów. Sokolnik na lotnisku ma ręce pełne roboty, bo musi z sokołami płoszyć ptaki z płyty lotniska, by nie dochodziło do kolizji, ale dał się nakłonić do dodatkowego wysiłku i przysposobienia orła do życia na wolności. Kilkumiesięczne ćwiczenia w lataniu na linie i z obciążeniem sprawiły, że Pepo, jak ptak został nazwany (chociaż był samicą, a ja nazwałem go Gamoniem), zaczął latać, i nawet to polubił. Pewnego razu, gdy akurat byłem przy lekcji latania, przelatując na skraju lotniska, wypłoszył zająca i spróbował go zaatakować. Był to bardzo budujący objaw. Z radości wziąłem orła na rękę. oczywiście chronioną bardzo solidną rękawicą, pochwaliłem go, a przy okazji poczułem stalowy ucisk jego łap. To coś wręcz nie do opisania. Dotykałem palców uzbrojonych w potężne szpony, które były jak przyspawane do rękawicy. O sile tego uścisku mieliśmy okazję przekonać się po kilku dniach, gdy nieco przegłodzonego orła wypuściliśmy na skraj lotniska, gdzie posadziliśmy ogromnego królika. Pepo zareagowała na ruch zwierzaka i bez wahania zaatakowała. Jedną łapą chwyciła go za kark, a drugą za głowę, która natychmiast z trzaskiem pękła. Nie umiała jednak dobrać się do mięsa swej pierwszej w życiu zdobyczy. Zdarzenie to sprawiło, że poważnie zaczęliśmy myśleć o wypuszczeniu jej na wolność, oczywiście z nadajnikiem i pod czujnym okiem grupy znających się na rzeczy wolontariuszy. Zaczęliśmy nawet organizować taką grupę ludzi i miejsce w Puszczy Białowieskiej, ale najpierw poprosiliśmy o opinię specjalistę z Czempinia, gdzie od lat rozmnaża się różne ptaki drapieżne, poluje z nimi i wypuszcza na wolność te, które się do tego nadają. Drugim konsultantem był czeski specjalista od rehabilitacji ptaków drapieżnych. Obaj nas zasmucili. Pepo nie ma szans na wolności. Za późno zaczęto z nią latać i ćwiczyć ją w polowaniu, jest zbyt oswojona i gdy zgłodnieje, poleci do ludzi. Jedyna rada to ćwiczyć ją nadal, dbać o jej kondycję, sprowadzić z Czech oswojonego, urodzonego w niewoli samca, połączyć w parę i rozmnożyć, a dopiero potomstwo odpowiednio wcześnie uczyć życia i wypuszczać na wolność.  Administracja lotniska zgodziła się na postawienie odpowiedniej woliery, a ptaki nadal będą pod formalną opieką ogrodu zoologicznego, chociaż bezpośrednio będzie się nimi zajmował bardzo doświadczony sokolnik.
 
 
Orzeł przedni w obiektywie Czarka Pióro   www.cezarypioro.pl

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij