Ogólne

Na pomoc bielikom II

Moja wrodzona skromność wygrzebała we wspomnianym archiwum mój stary tekst. Skoro jest w temacie, to pozwolę sobie go tutaj opublikować. Przyznam, że czytając zaskoczyłem samego siebie. Styl pisania taki agresywny, tyle tu wykrzykników. A przyznam, że i tak po korektach obraz ten jest łagodniejszy. Chyba w ciągu tych kilku lat w sieci trochę złagodniałem. Oczywiście zapraszam do „Bielikom na pomoc I”, bo to one są tu podstawowym wpisem.

Fakt, że w pobliskich lasach jest czynne gniazdo bielika znany jest chyba wszystkim mieszkańcom mojego miasteczka. Większość ludzi ma do tego zagadnienia zdrowe podejście, olewając je całkowicie. Żałuję jednak bardzo, że nie każdy. Jest niestety mała grupka „pasjonatów”. Pasjonaci lubią te ptaki mocniej, niż te mogłyby sobie tego życzyć. Wizyty „miłośników”, dla znalezienia trofeum w postaci pióra czy kawałka skorupki kończyły się w 2004 i 2005 r. nieciekawie. Spłoszone bieliki wracały do gniazda po krukach. Nie miały po co już wracać.
  W początkach marca 2006 r. wyszliśmy z synem do gniazda (nasze bieliki mają już 5 gniazd, budują tyle ze względu na wścibstwo człowieka) by wypełnić ankietę do KOO w Olsztynie, gdzie jest zarząd tej wspaniałej organizacji. Czynne gniazdo można łatwo rozpoznać po tym, że jest upaćkane po zimowej przebudowie. Jakie zdziwienie i oburzenie wywołała w nas ambona myśliwska ustawiona w odległości około 100-150 metrów od niego. Przypomnę, teren lęgowy ma strefę ochronną {podkreślę PRAWNĄ} wokół miejsc lęgowych 200 m. bezwzględnie przez cały rok, 500 m. w czasie trwania lęgu. „Władcy lasu” popełnili przestępstwo!
Po określeniu miejsca przyszłego lęgu i powrocie do domu chwyciłem za telefon. Leśniczy (on nie poluje), niech wie co się w jego lesie dzieje, KOO w Poznaniu. Potrzebna interwencja. Ruszyły następne, bez mojego udziału, telefony. Ostateczna decyzja:
– Ambona na czas lęgu zostaje, ale nie używana. W późniejszym czasie ma być rozebrana!
W maju tegoż roku z nieukrywaną radością usłyszałem, że pisklę z naszego lasu zostało zaobrączkowane! Młoda samiczka dostała na imię Pamela.
  Człowiek ma w sobie coś (bynajmniej ja) ze św. Tomasza. Coś z niedowiarka. Zobowiązali się rozebrać, ale czy to zrobili? Nieraz wydaje mi się, że małej wiary jestem. Nie głaszczę płotu gdzie napisane jest „du.a.” W styczniu obecnego roku nie wytrzymałem. Znów wyszedłem do lasu. Intuicja mnie nie myliła, przestępcy nie dość, że nie rozebrali ambony, to ją jeszcze wzmocnili.
Burza telefonów, podobno ambona rozebrana – chciałbym aby tak było.
Jednak coś we mnie siedzi, coś ze świętego Tomasza.

Bielik w obiektywie Marcina Nawrockiego   www.fotolens.pl

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij