Opowieści Arkadiusza Szarańca

Cezary Korkosz „W krainie Urala – część I”

Puszczyk uralski to jedna z największych naszych sów, która swą wielkością nierzadko dorównuje puchaczowi.  Dymorfizm płciowy u tego gatunku jest zdecydowanie zaznaczony, samica  jest wyraźnie większa i na pewno bardziej zaradna od samca.
Właśnie takich obserwacji miałem okazję doświadczyć w tym roku wraz z trzema moimi przyjaciółmi – fotografami przyrody.

Ale od początku. Moje poszukiwania tej sowy rozpoczęły się jakiś czas temu od Gorców. Mimo tego, że mieliśmy od pracowników Gorczańskiego Parku Narodowego dokładnie podane i zaznaczone na mapach rewiry kilku par sowy uralskiej, gdzie były regularnie widywane i słyszane, to nasze kilkudniowe bardzo intensywne poszukiwania niestety nie przyniosły efektów. Widzieliśmy tylko dwa razy urala przelatującego nieopodal nas i tyle.

Od tamtego czasu minęło kilka lat i moje nadzieje na znalezienie i sfotografowanie w naszym kraju tej południowej sowy zaczęły być bardzo wątpliwe.
Aż tu pewnego jesiennego dnia odbieram telefon od kolegi z Bieszczadów. Po krótkiej rozmowie postanawiam podjąć jeszcze jedną próbę. Pakuję się szybko i wyruszam w prawie 1000 kilometrową podróż. Przecinam Polskę po najdłuższej możliwej trasie Szczecin-Przemyśl. Jadąc wówczas jeszcze nie wiedziałem, że przyjdzie mi tę drogę przemierzać wielokrotnie przez cały 2009 rok.
Pierwsze spotkania z ludźmi lasu, pierwsze rozmowy, sugerują dużą szansę na spotkanie urala, ale nauczony wcześniejszymi doświadczeniami nie robię sobie dużych nadziei. Na początku poznaję ogrom, dzikość i trudność Bieszczadów. Ich surowość i, tak naprawdę, niedostępność w tym okresie, czyli w zimie.
Wracam tam wczesną wiosną już nie sam lecz z Leszkiem i Łukaszem. Gościmy w leśniczówce u Mariusza, którego cała rodzina, na co dzień żyjąca w lesie i z lasu, obok wilków i niedźwiedzi, praktycznie od urodzenia związana jest z ochroną i gospodarką leśną.
To dla mnie, człowieka z nizin, zupełnie inne i nie znane do tej pory środowisko. Tym bardziej ochoczo poznaję i wędruję po Bieszczadach.

Poszukiwania urala rozpoczynamy od miejsca, w którym w maju ubiegłego roku pewien podleśniczy chodząc po lesie, nie zauważywszy młodych ptaków siedzących na gałęzi nieopodal ziemi, został bardzo dotkliwie zaatakowany przez jednego z  rodziców. Puszczyk po prostu bronił bezpieczeństwa swoich dzieci, a człowiek przekroczył pewną niewidzialną barierę – dystans do młodych był za bliski. Efektem tego spotkania była mocno porozcinana i pokiereszowana głowa leśniczego, który na szczęście zdążył dotrzeć do szpitala przed wykrwawieniem się.
Nasłuchawszy się takich i podobnych opowieści o wcale nie rzadkich spotkaniach, ruszmy w głąb lasu mając wcześniej wytypowany określony rewir. Szukamy dużej dziupli, gniazda lub złamanego po wichurze drzewa czyli tzw. złomu. Kilka dni wędrówek po górach uświadamia nas coraz bardziej co do tego, że to nie takie proste i pomimo, że prawie każdy z kim rozmawiamy widział lub słyszał gdzieś urala, to tak naprawdę na tym się kończy ich wiedza o tej sowie.

Ciąg dalszy w „Krainie Urala – części II”.

Leave a Reply

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij