Ogólne

Marta Konek „A kawka na trawkę”

Ostatnimi czasy notorycznie szlifuję miejskie bruki, stąd dość często na swojej drodze spotykam kawki. Zazwyczaj spieszę się z jednego spotkania na drugie, doba jak zwykle rozciągliwa nie jest, a minuty lecą jak ogłupiałe, jakby im również dokądś strasznie się spieszyło. Tymczasem na widok kawek zdarza mi się zwolnić, zatrzymać, a także ku zdziwieniu normalnych, statecznych przechodniów, zadrzeć łeb w górę lub przyklęknąć na chodniku i łapać najlepsze ujęcie zajętego swoimi sprawami ptaszydła. Cóż, aparat fotograficzny w rękach odmieńca usprawiedliwia każde dziwne zachowanie.

W dzieciństwie godzinami potrafiłam tkwić przy kuchennym oknie i obserwować wojnę kawek i synogarlic tureckich o panowanie nad podwórkiem. Sąsiedzkie spory wybuchały pomiędzy sierpówkami gniazdującymi na ogromnej brzozie, która rosła tuż obok mojego domu, a kawkami, które zawłaszczały sobie kominy i przewody wentylacyjne. Wiosenne wojny nie przebiegały krwawo, pióra się nie sypały, cała walka polegała raczej na wzajemnych podchodach, gonitwach i przekomarzaniach. Zawsze to kawki pchały się synogarlicom do gniazda i zastanawiało mnie, dlaczego to robią skoro bynajmniej nie chodziło o miejsce do złożenia jaj. Może chodziło o zjedzenie jaj sierpówek? Pojęcia nie mam, ale z dzieciństwa wyniosłam niezmierną sympatię do tych krukowatych.

Według różnych mądrych autorów, kawka jest wszystkożerna. Co sprawdziłam w atlasach, gdyż na mojej drodze stanęły ostatnio amatorki owoców wszelakich. Najpierw w Z. na biegnącej przez centrum miasteczka ulicy … Polnej, zaaferowana kawka obrabiała brzoskwinię, którą ktoś wyrzucił na wydeptanej na trawniku ścieżce. Ptaszysko dziobało z widoczną przyjemnością przejrzały owoc i nie przeszkadzali mu ani przechodzący ludzie, ani moja natrętna obecność i długotrwała sesja fotograficzna.

Z kolei wczoraj w K. również w samym centrum miasteczka, tuż przy drodze wojewódzkiej i tuż obok chodnika, po którym przechadzają się autochtoni, na bujnej i obsypanej owocami gruszy, stado kawek zachowywało się niczym stado szpaków. Kawki obsiadły najwyższe gałęzie, na których gruszki zapewne stały się już najsłodsze i zawzięcie dziobały soczyste owoce. Co tam dziobały. Żarły te gruszki jakby przez kilka dni nic w dziobach nie miały i tylko czasami trzepot skrzydeł zdradzał, że w tym zapamiętałym obżarstwie jedna kawka wlazła innej kawce w paradę.

Oczywiście aparat poszedł w ruch, ku zdumieniu statecznych matek zmęczonych upałem dzieciątek, które na ryneczku w K. nie widzą nic ciekawego. Obeszłam gruszę kilka razy dookoła, potowarzyszyłam kawkom w ich letnim obżarstwie i tak mi się smutno zrobiło. Dlaczego? Bo plan rewitalizacji ryneczku przewiduje wycięcie drzew i między innymi wycięta zostanie grusza, która nie wiadomo skąd się  w tym miejscu wzięła. W przyszłym roku kawki już się nie napasą soczystymi owocami, nic już tak słodko, owocowo nie zapachnie w samym centrum miasteczka. Coś się skończy. Pobiegałam za swoimi robotnymi sprawami z ciężkim sercem i świadomością, że zatrzymałam w kadrze przemijający obraz unowocześniającego się miasteczka. Nikt tam nie będzie przecież płakał po gruszy… Pewnie nikt tego braku nawet nie zauważy.

Fot. Marta Konek

Leave a Reply

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij