Ogólne

Śmierć króla

Postać najdłużej panującego władcy Polski, jakim był król Władysław Jagiełło, jest dla mnie nieco kontrowersyjna. Wybitny wódz był albo kiepskim politykiem, albo w sercu pozostał Litwinem, nie wykorzystując „grunwaldzkiej” wiktorii. Jako dowódca wojsk polsko-litewsko-rusko-tatarskich sprawił się moim zdaniem znakomicie. Ominięcie pułapki jaką zasadzili na niego Krzyżacy w Kurzętniku świadczy o znakomitości jego wywiadu. Posłanie jako pierwszej do boju na polach jakiejś wsi na Mazurach jazdy lekkiej też było majstersztykiem. Gdyby pierwsza wystąpiła ciężka jazda, bitwa znana przez nas jako „grunwaldzką” zapewne zakończyłaby się sromotną klęską. Trzeba było być wybitnie nieudolnym politykiem, albo mieć swoje własne cele żeby nie wykorzystać owoców zwycięstwa. Władysław Jagiełło był jak wiemy Litwinem, w chwili Wielkiej Wojny nie miał potomka, który po nim objąłby polski tron. Polska w owym czasie miała tylko jednego poważnego wroga jakim był Zakon Krzyżacki. Litwa oprócz Krzyżaków, coraz mocniej napierana była przez Wielkie Księstwo Moskiewskie. Gdyby Jagiełło wykorzystał w pełni zwycięstwo państwo krzyżackie przestałoby istnieć. Jednak po jego bezpotomnej śmierci Polacy obraliby swojego władcę, a osamotniona Litwa musiałaby zmagać się zmagać z wrogiem ze wschodu.

Sam król jawi mi ciekawie ze strony… ekologicznej! Brał pod ochronę cisy, dbał o Puszczę Białowieską. Jako człowiek wychowany na wschodzie bał się trucizn, więc zamiast wina i piwa pijał zwykle czystą wodę. Jego dieta mogła być zaskakująca, ale przynosiła też nadspodziewane efekty. Ostatniego męskiego potomka doczekał się w wieku bodaj 77 lat. Dożył wieku podobno 84 lat, choć gdyby nie pewne ptasie śpiewy żyłby zapewne dłużej.

Co to były za śpiewy? Głos pozwolę sobie oddać Mariuszowi Głogowskiemu z „Czasu Medyckiego”. „Kiedy zbliżał się z orszakiem do Medyki sędziwy już władca zauważył na bezchmurnym niebie szarzejący sznur rozwrzeszczanych kruków i od razu obraz ten uznał  za zwiastun niedobrych wieści. Przy pomocy dworzan wyszedł na łąkę gdzie przez dłuższy czas w zupełnej samotności delektował się kolorami bujnej zieleni i koncertem ukrytych wśród liści subtelnych słowików. Oparty o starą olchę stygł w zadumie. Z dziecięcym uśmiechem wymalowanym na pomarszczonej już twarzy, dotykał co jakiś czas policzków, po których spływały łzy wzruszenia. Obrazy z dzieciństwa i młodości powróciły na nowo. Jagiełło zauroczony słowiczym koncertem stał tak przez godzinę. W przypływie radości zapomniał nawet ubrać ciepłego płaszcza z gronostajów co czynił ilekroć wychodził z karety w ciepłe już dni tejże wiosny.

Po chwili poczuł drżenie ciała, dziwny chłód na plecach. Z godziny na godzinę zimnica narastała. Wszyscy drżeli o los króla, zwłaszcza od momentu, gdy wezwany medyk królewski stwierdził oziębienie organizmu. Tego wieczoru król jeszcze słyszał posępny krzyk kruków, który nijak pasował do słodkiego śpiewu medyckich słowików…

Przewieziono Jagiełłę do Gródka i położono na ogromnym łożu w starościńskim zamku. Jeszcze tliło się życie w 82-letnim władcy. Ponownie zobaczył powracające obrazy z dzieciństwa: twarze rodziców, złociste i srebrzyste ikony, migotające płomyki lampek olejnych. Po chwili do jego łoża podeszła tajemnicza postać… była to Bogurodzica o twarzy ukochanej królowej Jadwigi. Rozrzewniony król opuścił ciężko powieki. Był 1 czerwca, pod wieczór. Tuż przed zamknięciem okien w oddali słychać było żałobną pieśń medyckiego słowika. Szary ptaszek przyleciał na to ostatnie spotkanie z przyjacielem miłującym słowicze kantaty. Nikt jednak oprócz umierającego Jagiełły śpiewu tego nie słyszał…”

Wzruszające? Jeśli tak to tu mamy tą piękną pieśń słowika, która tak bardzo podobała się królowi. Przyznaję, że mnie zniewala i nie dziwię się Jagielle. Muszę tu jednak zaznaczyć, że inne śpiewy słowicze słyszą mieszkańcy Wrocławia czy Zabrza a inne mieszkańcy Mielca, Siedlec czy Ostrowca Świętokrzyskiego. Pierwszym kląska słowik rdzawy, drugim szary. W najlepszej sytuacji są mieszkańcy Łodzi, Obrzycka czy Poznania, oni mogą wysłuchać koncerty obydwóch gatunków.

Obydwa gatunki przylatują do nas w kwietniu i maju, a opuszczają nas w sierpniu i we wrześniu. Chętnie zamieszkują zakrzewienia w pobliżu różnych zbiorników wodnych. Tamże też się gnieżdżą. Słowik prowadzi skryty tryb życia toteż łatwiej go wysłuchać niż wypatrzeć, choć przy odrobinie czasu i spostrzegawczości da się dojrzeć tego niepozornego ptaka. Tylko czy warto? Może powinien wystarczyć nam jego śpiew? Ten piękny śpiew, który tak oczarował duszę króla Jagiełły…

Leave a Reply

Strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki. Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do polityki cookies tej strony: https://plamkamazurka.pl/polityka-cookies/. Znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij