Ogólne

U sąsiada grusza

                               

Dzięcioł duży w obiektywie Czarka Pióro

Tuż za płotem u sąsiada na ogrodzie rośnie grusza. Chyba to drzewko choruje mu, ma dużo gałęzi, w tym wierzchołkowych, uschniętych. Pewnie brak liści powoduje, że widuję na nim ciekawe ptaki. Pierwszym z nich był samiec wilgi. To było dla mnie małe zaskoczenie. Owszem mieszkam w części mieściny, gdzie jest dużo ogrodów, ale z dala od lasu. Wildze najwyraźniej to nie przeszkadzało i spokojnie rozglądała się za robalem, czy też owocem czereśni lub wiśni. Po słonecznym ptaku przyleciał dzięcioł zielony, też oczywiście na wspomnianą gruszę. Jego wizyty zresztą później się powtarzały się. Toteż odwiedziny dzięcioła dużego nie były specjalnie czymś wyjątkowym.

Dzięcioł duży potrafi mnie zaskakiwać swoimi upodobaniami kulinarnymi. Widywałem go w towarzystwie drozdów objadającego się czereśniami. U leśniczego wybrał kilka młodych bogatek z gniazda umieszczonego w starej nieczynnej pompie ręcznej do wody. Przez miesiąc przylatywał do mojego karmnika, który umieszczony jest na parapecie okna i objadał się słoniną. Słonina leżała na daszku karmnika, dudnienie rozchodziło się po całym mieszkaniu. Dzięciołowi to jednak nie przeszkadzało. Widziałem też jak urywał świerkową szyszkę i leciał z nią do kuźni, by tam dobrać się do jej nasion.

Mam dziś dzień totalnego lenistwa, więc obserwowałem ptaka zastanawiając się co też następnego przyleci sąsiadowi na ową gruszę. Dzięcioły w mojej okolicy są wręcz dość liczne. Szczególnie często je widuję na przełomie zimy i wiosny, gdy przeganiają się w celu założenia własnego terytorium. Gonitwy bywają na tyle zapalczywe, że ptaki potrafią w ich ferworze przelecieć mi 2-3 metry koło nosa.

Koło południa postanowiłem się przejść. Początkową nudę uatrakcyjniły mi: rybołów, wyleciał on zza drzew w okolicy stawów rybnych i myszołów który zdawał się lecieć w ślad za nim. Ptaki kołowały nad Wartą, rybołów szybowanie wzmacniał leniwym machaniem skrzydeł, a myszołów szybował bez wspomagania. Po kilku minutach pierwszy ruszył w górę rzeki, drugi natomiast wrócił tam skąd przyleciał. Bardzo długo zastanawiałem się czy to nie było nasze pożegnanie w tym roku. A rok ten był dla mnie udany w obserwacje tego gatunku. Pierwsza obserwacja nastąpiła niewiarygodnie szybko, bo już 20-ego lutego w pięknej śnieżnej scenerii. Dwa razy widziałem go napastowanego przez kanię rudą, natomiast raz na skutecznym polowaniu na rybę. Jak na jeden gatunek to estetycznych wrażeń miałem naprawdę dużo.

Dodaj komentarz

Strona korzysta z plików cookies.
Dowiedz się więcej...

Celem zapewnienia najlepszej możliwej jakości przeglądania Strona korzysta z pilków cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Kontynuowanie przeglądania strony jak i klikniecie przycisku ZGADZAM SIĘ na banerze oznacza wyrażenie zgody na powyższe.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do Polityki Cookies tej strony (znajdziesz tam także możliwość zmiany ustawień cookies) oraz na http://wszystkoociasteczkach.pl/

Zamknij